Witam Cię na moim blogu. Od 20 lat zawodowo zajmuję się pracą z ciałem. Ale jak to bywa, czasem szewc bez butów chodzi. A w moim przypadku można powiedzieć, że w złych butach chodzi oraz z problemami ze stopami i stawami skokowymi popularnie nazywanych kostkami (będę tych dwóch nazw używać zamiennie). To był obszar mojego ciała, na który nie zwracałam uwagi, ponieważ od dawna miałam z nim najwięcej problemów i bólu, więc doszłam do perfekcji w ignorowaniu moich stóp i kostek.

Na szczęście przypadek sprawił, że zajęłam się tym obszarem. Jak odczułam różnicę, to zaczęłam szukać nowych rozwiązań, sposobów pracy. Testowałam i wymyślałam nowe ćwiczenia. Dzięki czemu zdobyłam dużo doświadczeń, którymi chciałam się z Tobą podzielić.

Zapraszam Cię więc na Moje przygody ze stopami i barefootami. Będzie to seria wpisów opisująca moje doświadczenia. Na końcu każdego wpisu będę proponować proste ćwiczenie na stopy i stawy skokowe do regularnego wykonywania, żeby wesprzeć ich pracę.

Ale zacznijmy od początku…

Moje stopy i stawy skokowe nieźle oberwały od życia. Szczególnie lewa stopa, która była kontuzjowana niezliczoną ilość razy i tak pospinana, że ostatecznie była o 1 numer mniejsza od prawej!

Dodatkowo miałam usztywniony lewy staw skokowy, który reagował mocnym bólem na zimno i wilgoć, również tę na zewnątrz. Zawsze zaczynał boleć jak miało padać i nigdy się nie mylił. A był to na tyle mocny ból, że nie raz w płaczu zaklinałam, że odgryzę sobie tę stopę, bo to na pewno będzie mniej bolało.

Jakby tego było mało zdiagnozowano u mnie w lewej stopie zarówno płaskostopie poprzeczne, jak i brak pracy wielu więzadeł, co powodowało nadmierną pronację czyli koślawienie stóp. Usłyszałam, że tych więzadeł nie da się już „zmusić” do pracy, więc zostaje mi jedynie do końca życia nosić odpowiednie wkładki.

Jakaż to była ulga, kiedy po raz pierwszy założyłam buty z wkładkami i moja stopa ułożyła się w prawidłowej pozycji. Biodro przestało boleć. Odczułam ulgę w odcinku lędźwiowym kręgosłupa.

Noszenie wkładki miało jednak swoją cenę. Mianowicie moje stopy nie miały możliwości poruszania się. Były ustawione w prawidłowej pozycji i tak tkwiły przez cały czas przebywania w butach. Mięśnie stóp w ogóle nie pracowały.

Jednak dla mnie na tamten moment wkładki były wybawieniem i na ponad dziesięć lat przestałam się w ogóle zajmować moimi stopami i kostkami, bo przecież i tak nie dało się ich naprawić.

Dodatkowo często słyszałam, że przy moich stopach najlepiej, żebym chodziła w butach z twardą podeszwą. Skoro tak twierdzili specjaliści, to nawet się nad tych wówczas nie zastanawiałam. Kupowałam obuwie ze sztywną podeszwą. Najlepiej wysokie usztywniające kostkę. Wkładałam do nich wkładki. To wszystko sprawiło, że stopy całymi dniami tkwiły niczym w gipsie nie mając możliwości ruchu.

Patrząc na to z perspektywy czasu, wcale się nie dziwię, że w całe ciało było mi zawsze ciepło, a stopy bardzo mi marzły. Jak były tak usztywnione, nie było w nich ruchu, to i ciepło do nich nie dopływało.

Na szczęście przyszedł czas, kiedy zaczęłam wprowadzać zmiany. Przyznaję szczerze, że w dużej mierze nieświadomie, ale ostatecznie wyszło mi na dobre.

Dziś skupię się na zmianach jakie zastosowałam odnośnie chodzenia.

Dwa lata temu rozpadły się moje górskie buty. Jak możesz się domyślić były wysokie i sztywne. Na jednym z obserwowanych przeze mnie kont górskich na instagramie usłyszałam, że wiosną i latem po Beskidach można z powodzeniem chodzić w butach do biegania. Tak się zdarzyło. że miałam akurat nowe obuwie biegowe, które po raz pierwszy kupiłam przez internet i nawet nie spodziewałam się, że mają one tak miękką podeszwę. Bardziej elastyczną niż jakiekolwiek buty, w których dotychczas chodziłam.

Zaczęłam, więc chodzić po Beskidach w butach z miękką podeszwą i poniżej kostki. I po każdej wędrówce miałam zakwasy głównie w jednej części ciała – w stopach i stawach skokowych. Przyznam, że na początku mnie to trochę dziwiło. Nie podejrzewałam, że jest to skutek tego, że mięśnie stóp w końcu zaczęły pracować. Nie miałam wówczas w planach zakupu nowych butów górskich, więc na szczęście nadal chodziłam w tych do biegania.

Tak się złożyło, że również od roku w trakcie pracy chodzę już tylko boso. Nie używam przez te kilka godzin dziennie żadnych butów ani pantofli. A w pracy robię 2-3 tysiące kroków. Do tego jak miałam przerwę pomiędzy klientami to zaczęłam biegać boso po gabinecie, żeby się trochę rozruszać. Na początku było to nieprzyjemne w stopy. Czułam jak mięśnie się spinają. Testowałam różne rodzaje ustawienia stóp, żeby wyeliminować to napięcie i udało się znaleźć sposób biegania boso, który był wygodny. To się przełożyło również na technikę biegania w butach, a przypomnę, że wówczas miałam już buty biegowe, które miały w miększe podeszwy niż jakiekolwiek inne moje buty. To sprawiało, że trenując zaczęłam również ćwiczyć mięśnie stóp.

Swoje zrobiło również odrzucenie roweru. Wcześniej przez większość mojego życia wszędzie jeździłam, co dodatkowo utrzymywało moje stopy w napięciu. Odrzucenie roweru zmusiło mnie do chodzenia na co dzień dłuższych dystansów. Dodatkowo podczas marszu zaczęłam się skupiać na prawidłowym ułożeniu stóp. To sprawiło, że po niecałym roku od odrzucania roweru najwygodniejszymi butami stały się wyżej już wspomniane biegowe. Dlatego też chodziłam w nich przez większość czasu, ponieważ ubranie tych ze sztywniejszą podeszwą na dłuższy spacer powodowało spięcie nie tylko w stopie, ale i w biodrze.

Te zmiany sprawiły, że moja lewa stopa na tyle się rozluźniła, że aktualnie jest o 1mm dłuższa niż prawa! A przypominam, że jeszcze niedawno była o 1 rozmiar! mniejsza.

Szukając więcej informacji na temat prawidłowej pracy stóp i ćwiczeń z tych związanych, natknęłam się na książkę Kelly’ego Starreta Gotowy do biegu: jak uwolnić wrodzoną zdolność do biegania Dużo pisał w niej o bieganiu w butach minimalistycznych czyli w barefootach.

Przyznam, że już od dłuższego czasu miałam chrapkę na takie buty, ale z jednej strony obawiałam się chodzenia w nich po asfalcie, jak i odrzucenia wkładek.

Czym są barefooty? Mówiąc najprościej, to buty umożliwiające pełną pracę stóp i stawów skokowych, niczym podczas chodzenia boso. Czyli chodząc w nich czujesz się, jakbyś chodził/a boso, ale jednak masz na sobie buty, więc nie boisz się nadepnięcia na kamień czy szkło. Są one na tyle szerokie, że nie tylko nie ściskają stopy, ale pozwalają palcom na rozłożenie i swobodną pracę. Dodatkowo mają bardzo elastyczna podeszwę i pięta jest na tej samej wysokości co palce czyli tzw. zero drop.

Pewnego wieczoru wracałam z pracy, oczywiście pieszo i zastanawiałam się czy warto kupić barefooty, skoro tak dużo chodzę po asfalcie. I czy nie wrócą bóle biodra i lędźwi kiedy odrzucę wkładki, których nie ma sensu używać w butach minimalistycznych. Czy nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Akurat przechodziłam obok ogródków działkowych, gdzie odbywała się zabawa taneczna. I w momencie kiedy zadałam sobie z myślach pytanie, czy ja wykorzystam te buty, włączono piosenkę Zakopower Boso. To był znak :).

Problemem też był gąszcz informacji na temat tego, której firmy buty najlepiej wybrać. Postanowiłam kierować się tak jak zawsze tym, żeby kupić polski produkt, dodatkowo od firmy, która ma dobrą obsługę klienta. Napisałam do Magical Shoes z prośbą o pomoc w doborze odpowiedniego rozmiaru, gdyż bardzo obawiałam się kupować pierwszych butów minimalistycznych. Nie dość, że dostawałam szybkie, pomocne i bardzo wyczerpujące odpowiedzi, to jeszcze okazało się, że jest w sumie lokalna, małopolska firma, z Andrychowa, czyli z Beskidów.

Nie myśląc wiele zamówiłam moje pierwsze barefooty będąc pewna, że moje stopy są już dostatecznie rozluźnione i mam wręcz idealną biomechanikę chodu, dzięki czemu „przesiadnięcie” się na nowy rodzaj butów będzie szybki i bezproblemowy. Jakże bardzo się myliłam…

Tak naprawdę dopiero wówczas zaczęła się moja prawdziwa przygoda ze świadomą pracą nad stopami.

Dalsza część opowieści o moich przygodach ze stopami i barefootami już za tydzień. Wówczas pokażę również napiszę więcej o prawidłowej biomechanice chodu czym ona jest i jak powinna pracować stopa podczas chodzenia.

A tymczasem zwróć uwagę jak układasz stopy kiedy stoisz i podczas chodzenia. Czy są one ułożone równolegle do siebie? Czy któraś ze stóp ucieka na bok? A może obydwie?

Spróbuj na przykład za każdym razem jak stoisz na czerwonym świetle albo w kolejce w sklepie czy podczas mycia zębów ustawić stopy równolegle. Pamiętaj również, żeby stojąc mieć luźne kolana. Nie przeprostowane.

Podczas spaceru proponuję 10% czasu ustawienie prawidłowe stóp. Czyli jeżeli spacerujesz przez 30 minut, to przez 3 minuty są równoległe. Tak, żeby powoli przyzwyczajać mięśnie do nowego ustawienia.

Jeżeli już teraz chcesz przetestować na sobie barefooty, to serdecznie zapraszam do Magical Shoes*

*link do strony Magical Shoes jest linkiem afiliacyjnym. Jednak przyznaję szczerze, że polecałam te buty również wcześniej, zanim zaczęli mi za nie płacić 😉

3 thoughts on “Moje przygody ze stopami i barefootami”

    1. Przyznam się, że ja również z niecierpliwością czekam na to jakie kolejne przygody przyniesie mi ta droga 😉

Leave a Reply