Zwykło się mówić do zdenerwowanej osoby “Weź głęboki oddech”. Jest on często synonimem bycia spokojnym i zrelaksowanym. Wydawać by się mogło, że nie istnieją sytuacje, kiedy głębokie oddychanie mogłoby nam zaszkodzić. A jednak czasem może…

Głębokość oddechu zależy od wielu zmiennych. Między innymi od tego, która część naszego autonomicznego układu nerwowego jest aktywna (więcej na ten temat przeczytasz tutaj. Jeżeli jesteśmy zrelaksowani, odprężeni, czujemy się bezpiecznie, czyli jesteśmy w tzw. zaangażowaniu społecznym, oddech jest spokojniejszy i głębszy. Kiedy pojawia się niebezpieczeństwo, oddech przyspiesza i trochę się spłyca. Natomiast kiedy znajdziemy się w sytuacji zagrażającej życiu, to wchodzimy w mechanizmy obronne i oddech znów jest wolny, ale płytki.

Te zmiany oddechu zachodzą bez udziału naszej woli. 

Problem pojawia się, kiedy zaczynamy świadomie oddychać głębiej niż nasz naturalny, spokojny oddech. Jeżeli próbujemy raz za razem wziąć kilka głębszych wdechów, to może nas to doprowadzić w łatwy i szybki sposób do hiperwentylacji. A w konsekwencji do aktywacji gałązki grzbietowej nerwu błędnego i odcięcia, czyli mówiąc prościej zawrotów głowy czy nawet omdlenia. Dzieje się tak, kiedy w krwi mamy większy stosunek tlenu do dwutlenku węgla, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Dlaczego więc moja firma nazywa się Głęboki Oddech? A w logo widnieje tekst “Weź Głęboki Oddech. Usłysz siebie. Zadbaj o siebie.”? Czyżbym namawiała do hiperwentylacji i odcinania się od ciała?

Jest wręcz przeciwnie. Czym innym jest dłuższe oddychanie głębiej niż nasz organizm jest przyzwyczajony, a czym innym wzięcie jednego spokojnego, głębokiego wdechu. Najlepiej przy zaangażowaniu przepony.

Taki pojedynczy spokojny, niespieszny, głęboki wdech, szczególnie z powolnym wydechem, czy nawet krótkim zatrzymaniem po wdechu, pozwala zatrzymać się. Zmniejszyć pobudzenie układu nerwowego. Dać chwilę na lepsze poczucie sygnałów płynących z ciała.

Jednak głęboki oddech zadziała w ten sposób jedynie w sytuacji kiedy znajdziemy się w bezpiecznym środowisku. Jeżeli spróbujemy wziąć rozluźniający oddech, kiedy nasz autonomiczny układ nerwowy uzna, że znaleźliśmy się w obliczu niebezpieczeństwa czy też zagrożenia życia, to najczęściej zakończy się to głębszym, ale szybszym oddechem, a w konsekwencji hiperwenylacją.

Jest to zrozumiałe jeżeli popatrzymy na to od innej strony. Jeżeli znajdujemy się w niebezpieczeństwie, to taki spokojny głęboki oddech zmniejszy naszą czujność i przygotowanie do walki/ucieczki. Dlatego też pozostawmy głębokie oddychanie na sytuacje kiedy już czujemy się bezpiecznie. I niech to będą pojedyncze oddechy. 

 

Jestem ciekawa jakie Ty masz doświadczenia z głębokim oddechem. Bardziej Cię relaksuje czy pobudza?  

I przede wszystkim czym jest dla Ciebie głęboki oddech?