
Twoje ciało woli znane bagno niż nowy ląd
Organizm nie lubi zmian. Nawet jeśli to, w czym tkwimy, jest niewygodne, bolesne, a wręcz niezdrowe – to jednak znane. A znane, choćby było bagnem, daje poczucie bezpieczeństwa. Bo to nasze bagno. Własne, oswojone.
Więc po co wychodzić w nieznane, skoro można zostać tu, gdzie wszystko znamy?
Nawet jeśli racjonalnie chcemy coś zmienić, nasze ciało będzie robić wszystko, żebyśmy jednak zostali w tym, co znane.
Co dla ciała oznacza strefa komfortu?
Przekładając to na ciało, postawę, ruch: jeśli większość dnia spędzamy w pozycji siedzącej, to nasze mięśnie, stawy, ścięgna, więzadła, cały układ ruchu, dostosowuje się do tej właśnie pozycji.
To, co jest najczęściej używane, staje się „bazą”, punktem odniesienia.
I to właśnie ta baza staje się naszą strefą komfortu.
Problem w tym, że to wygodne tylko pozornie.
Bo owszem, siedzenie staje się łatwiejsze… ale za jaką cenę?
Napięcie mięśniowe, przeciążenia, ból kręgosłupa, sztywność w biodrach, dyskomfort przy wstawaniu.
A mimo to, organizm będzie robił wszystko, by tę „bazę” utrzymać.
Ruch, który utrwala ból
I tak, gdy po całym dniu pracy w pozycji siedzącej ruszamy się „dla zdrowia”, często sięgamy po coś, co… tylko cementuje nasze napięcia.
Przykład?
Osoby, które całe dnie siedzą przy komputerze, często wybierają rower, bo nadal można siedzieć, zgarbić się, napiąć barki.
I choć to ruch, to niekoniecznie ten, który leczy.
Bo aktywność, która wydaje się najwygodniejsza, często po prostu utrwala wzorce, które nas doprowadziły do bólu.
Jak wyjść ze strefy komfortu – mądrze i bez szoku
A żeby to zmienić, trzeba wyjść ze strefy komfortu.
Ale uwaga: nie skakać od razu na główkę w dyskomfort.
Nie chodzi o to, by zamiast siedzenia zafundować sobie trening tak intensywny, że boli wszystko i od razu wracamy do punktu wyjścia.
Bo znowu, organizm wraca do znanych schematów. Tym razem: napnij się, wytrzymaj, zaciśnij zęby.
Nie o to chodzi.
Wyjście ze strefy komfortu ma sens, kiedy robimy to świadomie i regularnie. Kiedy uczymy ciało czegoś nowego krok po kroku, z uważnością, bez przeciążania, bez ignorowania jego granic.
Ale też bez oszukiwania się, że „jakoś to będzie” i „samo się ułoży”.
Dlaczego nawet „dobre ćwiczenie” może szkodzić
Bo ciało jest sprytne. Nawet jeśli robisz „najlepsze ćwiczenie na Twoje dolegliwości”, to i tak wykona je po swojemu.
Tak, żeby przypadkiem nie poruszyć tego, co przykurczone. Żeby nie uruchomić tego, co uśpione.
I nadal przeciąży te same stawy. Bo to dla niego „normalne”. Znane.
Dlatego potrzebujesz spojrzenia z zewnątrz
Potrzebujemy kogoś, kto spojrzy z boku.
Kto zauważy te koleiny, w których tkwimy.
Kto pokaże, jak z nich wyjść.
Kto pomoże rozróżnić: które napięcie to „dobry wysiłek”, a które to znowu stare przyzwyczajenie.
Kto nauczy nas, że dyskomfort to nie wróg, tylko drogowskaz. Ale trzeba wiedzieć, jak go czytać.
Właśnie dlatego stworzyłam program „Wreszcie bez bólu”
Dlatego stworzyłam 3-miesięczny indywidualny program „Wreszcie bez bólu”, dla osób, które:
– dużo siedzą,
– czują dyskomfort w ciele, kolanach, plecach,
– mają przykurcze mięśni,
– chcą się zacząć ruszać, ale nie chcą sobie zaszkodzić.
To nie jest program do „ciśnięcia” i udowadniania, że „dam radę”.
To proces, w którym uczysz się, że możesz robić dla siebie coś dobrego, z uważnością, spokojem, ale skutecznie.
Wyjdź z bagienka. Pomacam z Tobą dyskomfort – ale tylko ten, który leczy.
Więcej informacji znajdziesz tutaj.