Jeśli wolisz obejrzeć ten materiał w formie wideo, znajdziesz go tutaj:


Wprowadzenie

To pierwszy wpis z serii o metodzie TRE®. Opowiem w nim, czym właściwie jest TRE®, skąd się wzięło i dlaczego… się trzęsiemy.

TRE® to skrót od angielskiego Tension Releasing Exercises, czyli ćwiczenia rozluźniające napięcie. Kiedyś w nazwie pojawiało się też słowo „trauma”, ale dziś coraz częściej się z niego rezygnuje, o czym jeszcze wspomnę dalej.

Skąd się wzięła metoda TRE®?

Autorem metody jest David Berceli, amerykański psychoterapeuta, który pracował w rejonach objętych konfliktami zbrojnymi. Często zauważał, jak ludzie, przede wszystkim dzieci, po trudnym wydarzeniu, zagrożenia życia, drżą z niewiadomych przyczyn. Jemu też się chciało drżeć, ale widząc, że inni dorośli tego nie robią, powstrzymywał się. I tutaj zaszczepiła się myśl w jego głowie: dlaczego w ogóle się trzęsiemy?

Dlaczego ciało się trzęsie?

I tu przechodzimy do sedna. Dlaczego się trzęsiemy?

Drżenia neurogeniczne to naturalny mechanizm obecny u wszystkich ssaków, nie tylko u ludzi. Każdy z nas rodzi się z tą zdolnością. Ciało potrafi dzięki temu samodzielnie rozładować napięcie po stresujących lub zagrażających sytuacjach.

Przykład: jeśli ktoś na nas krzyczy, nasze ciało od razu reaguje, rośnie poziom kortyzolu i adrenaliny, napinają się mięśnie. Jesteśmy gotowi walczyć albo uciekać. Ale w rzeczywistości nie możemy przecież rzucić się na szefa czy uciec z pracy. Więc to napięcie zostaje w ciele, zablokowane.

Kiedy w końcu jesteśmy w bezpiecznym miejscu, na przykład wrócimy do domu, organizm powinien sam uruchomić drżenie, żeby pozbyć się nadmiaru hormonów i napięcia. Tylko że często do tego nie dochodzi, bo nie dajemy sobie na to przyzwolenia.

Przykład z życia codziennego

Podobnie dzieje się w innych sytuacjach zagrożenia, choćby w trakcie gwałtownego hamowania, wypadku, czy nawet bliskiego zderzenia na drodze. Ciało przeżywa szok, często zamraża się, odcina od odczuwania. A potem… powinno się rozładować. Tylko że my, ludzie, mamy tendencję do tłumienia tego mechanizmu.

Z czasem nauczyliśmy się traktować drżenie jako coś dziwnego, jako oznakę słabości, choroby, szaleństwa. Każdy z nas gdzieś to w sobie nosi. A przecież w świecie zwierząt to zupełnie naturalne.

Drżenie u zwierząt

Mam króliki, to już kolejna para, i wszystkie zachowują się tak samo. Kiedy jedziemy do weterynarza, na badaniu są jak zamrożone. Nie poruszają się, nie reagują, najwyżej oczy im „chodzą”. Ich ciało wchodzi w stan absolutnego unieruchomienia, to sytuacja zagrożenia życia.

Ale kiedy tylko wkładam je z powrotem do transportera, zamykam, ruszamy do domu i czują się bezpieczne, zaczynają się trząść. Czasem tak intensywnie, że aż trudno utrzymać transporter w rękach. A potem, w domu, wyskakują z lekkością i energią, kicają z taką gracją i elastycznością, że aż sama im zazdroszczę rozluźnionych mięśni.

One po prostu robią to, czego ich ciało potrzebuje i wracają do równowagi.

Co daje TRE®?

Dzięki TRE® uczymy się uruchamiać ten mechanizm znowu, świadomie, ale bez wymuszania czegokolwiek. Pozwalamy ciału działać, żeby mogło się rozluźnić, upuścić napięcie i odzyskać równowagę.

Problem polega na tym, że przez większość życia byliśmy uczeni, żeby drżenia nie czuć, nie okazywać, ignorować. Dlatego gdy już się pojawiają, często myślimy: „coś jest ze mną nie tak”. TRE® pomaga zmienić tę narrację. Uczy, że drżenie to nie oznaka choroby, tylko oznaka zdrowienia.

Ciało też chce mówić

Co wyróżnia TRE®? To, że w tej metodzie to ciało „mówi”, nie umysł mu każe, co ma czuć. Nie rozluźniamy się „na komendę”, jak w relaksacjach, tylko pozwalamy, żeby ciało samo wyraziło to, co w nim siedzi.

Na co dzień funkcjonujemy raczej w trybie: „umysł każe, ciało robi”. A tu pozwalamy na prawdziwy dialog, słuchanie, nie tylko mówienie. Ciało wie, co robić. Trzeba mu tylko dać przestrzeń.

Dlaczego odchodzimy od słowa „trauma”?

W Polsce słowo „trauma” kojarzy się najczęściej z traumą relacyjną, czyli zranieniami emocjonalnymi, które wymagają psychoterapii. TRE® nie rozwiązuje takich problemów. Natomiast świetnie sprawdza się po wydarzeniach traumatycznych fizycznie, takich jak wypadek, operacja, poród, trudny uraz.

To właśnie po takich sytuacjach ciało powinno naturalnie się trząść, ale często tego nie robi. TRE® pomaga to uruchomić, wtedy kiedy jest już bezpiecznie.

Moje doświadczenie

Zanim znałam TRE®, miałam wypadek rowerowy. Samochód we mnie wjechał. Byłam poturbowana, ale ciało nie zareagowało drżeniem, kompletnie się zablokowało.

Kilka lat później, po upadku z konia, sytuacja wyglądała inaczej. Całą drogę do domu byłam w napięciu, ale kiedy zobaczyłam już swój blok, poczułam, że jestem bezpieczna. I wtedy zaczęły się wibracje. Gdy położyłam się w domu, nie sposób było ich powstrzymać. Ale tym razem już wiedziałam, co się dzieje, pozwoliłam ciału na to, czego potrzebowało.

Jeśli zapamiętasz jedną rzecz z tego wpisu, niech to będzie to:

Jeśli po stresującym wydarzeniu zaczynasz się trząść, pozwól sobie na to.
To znak, że ciało robi dokładnie to, co powinno: wraca do równowagi. I to jest dobre.

Co dalej?

W kolejnym wpisie opowiem, jak wygląda sesja TRE®. Od czego zacząć, czy można ćwiczyć samemu, jak często i gdzie to robić.

Jeśli chcesz spróbować TRE® na własnej skórze, zapraszam Cię na sesję: indywidualnie (online i stacjonarnie w Krakowie), a także grupowo stacjonarne. Zapisy odbywają się tutaj.

Masz pytania? Zostaw komentarz tym wpisem lub skorzystaj z formularza kontaktowego.