159240834786271
„Pierwotne ciało, pierwotny umysł” autorstwa Nory Geodgaudas

Jeszcze nie tak dawno, bo około dwa lata temu podstawę mojego jadłospisu zajmowały węglowodany, które zjadałam w każdym z pięciu posiłków dziennie. W końcu Piramida „zdrowego” żywienia każe jadać pięć porcji pełnoziarnistych produktów dziennie. Mimo to cały czas czułam się zmęczona, ospała… Odkąd jestem na paleo, jem znikome ilości węglowodanów, a moim głównym paliwem jest tłuszcz. W końcu czuję więcej energii i co dla mnie ważne, spożywam posiłki co ok 8 godzin (przy moim trybie życia żal mi więcej czasu na posiłki) i wcale nie głoduję! Dla przykładu dziś zjadłam śniadanie o 6:30, obiad o 15:30, a kolację o 22:00. W celu wyjaśnienia jak to działa, że teraz jem tak rzadko i wcale nie jestem w międzyczasie głodna i co najważniejsze nie mam żadnych niedoborów, zacytuję książkę z która spędziłam święta, a mianowicie „Pierwotne ciało, pierwotny umysł” autorstwa Nory Geodgaudas.

„Jeśli chodzi o kwestię podkręcania (rozpalania) metabolizmu naszego mózgu i ciała, węglowodany w najlepszym wypadku oferują jedynie iskierkę. Pełne ziarna i strączkowe to coś na kształt gałązek, skrobia i cukry proste najlepiej porównać z kartką papieru, a alkohol działa niczym benzyna na płomień. Jeśli Twoim głównym źródłem paliwa są węglowodany, będziesz musiał częściej podżegać płomień, regularnie i konsekwentnie. Będziesz pragnął tego paliwa. Niestety większość ludzi żyjących obecnie, poprzez nadmierne spożycie węglowodanów, brutalnie przystosowało swoje ciało do takiej nienaturalnej zależności. (…)

Wiele węglowodanów potrafi zapewnić nam uderzenie energii, taka ognistą kulę, lecz żaden nie da stałego i trwałego dopływu energii. Gdy tylko płomień zacznie gasnąć, co następuje dość szybko, znów mamy zachcianki albo potrzebujemy stymulantów. Całkiem jak w kolejce górskiej. Dlatego właśnie część dietetyków zaleca jedzenie co dwie godziny albo spożywanie „licznych małych posiłków przez cały dzień”. Jeśli uzależnienie od cukru to także Twój problem- a niemal każdy w naszej kulturze pada ofiarą takiej niepotrzebnej sytuacji- częste, niewielkie posiłki stają się niezbędne, aby zachować równowagę.

Jeśli kiedykolwiek miałeś w domu kominek zrozumiesz tą analogię- gdybyś miał ogrzać dom, przez cały dzień paląc w nim papier czy małe gałązki i polewając je papierem do zapalniczek, stałbyś się dosłownie niewolnikiem tego ognia i potrzebował wielkiej góry opału by ciągle karmić wygłodniałego potwora. (…)

Pod nieobecność węglowodanów tłuszcz zadziała jak piękna duża kłoda włożona do ognia. Płomień z tłuszczu płonie w równym, regularnym tempie i łatwo go podtrzymać. Białko spożywane w ilościach umiarkowanych zostają przeznaczone głównie na naprawy i konserwacje. Tylko ich nadmiar przekształca się w cukier. Stabilny płomień tłuszczu kontroluje leptynę, uspokaja insulinę i zaspokaja apetyt. Gdy tylko nauczysz się polegać na tym stabilniejszym źródle paliwa, poziom cukru stanie się trywialnym zagadnieniem. Będziesz wolny, zamiast nieustannie zajmować się kwestią następnego posiłku czy przekąski. Na tym paliwie można przetrwać wiele, wiele godzin i nie doznać żadnego dyskomfortu, ani nie mieć zachcianek. Po naprawdę długim czasie bez jedzenia, w końcu zgłodniejesz, co jest normalne, jednak masz znacznie mniejsze szanse odczuwać poirytowanie, zawroty głowy, otumanienie, zmęczenie, rozchwianie czy zmiany nastroju z powodu głodu. (…).

„Kluczową sprawą jest tu zrozumienie, że nadwaga nie wynika z jedzenia tłuszczu, lecz z nieumiejętności jego spalania, będącego bezpośrednią konsekwencją diety, w której węglowodany- cukry- są głównym źródeł energii”

Smacznego 😉

Dodaj komentarz