W zeszłym tygodniu pisałam o tym co się dzieje, gdy zwierzamy się ze swojego życia podczas wizyty u różnych specjalistów: trenerów, fizjoterapeutów, fryzjerów, dietetyków itp. Dziś przyjrzymy się jak to wygląda w drugą stronę…

Rozpocznę ten post słowami, które nie tak dawno usłyszałam. Kończę właśnie szkołę naturopatii i ostatnio mieliśmy zajęcia z Psychoterapii rodzinnej. Na nich prowadzący chcąc nam wyjaśnić po co nam są w ogóle te zajęcia potrzebne powiedział: „Naturoterapeuci powinni być zdrowi i szczęśliwi. Szkoda, że nie dotyczy to internistów.” Postaram się dziś rozwinąć i wytłumaczyć to zdanie.

Udając się na wizytę do specjalisty najczęściej idziemy do osoby, której ufamy. Rzecz dotyczy naszego zdrowia, więc zazwyczaj nie odwiedzamy byle kogo. Robimy wcześniej wywiad środowiskowy wśród znajomych, dowiadując się do kogo najlepiej się udać. Wybieramy najbardziej polecaną osobę i dzięki temu mamy pewność, że jest to specjalista w danej dziedzinie. Jest dla nas pewnego rodzaju autorytetem. Wierzymy mu i ufamy. I tak właśnie powinno być. Tylko niestety jeśli trafimy do specjalisty w swojej dziedzinie, ale mającego problemy z samym sobą to niestety możemy dostać coś więcej niż tylko fachową poradę czy receptę. Jednak wszystko po kolei.

 

Zastanów się czy masz w swoim otoczeniu kogoś kto chętnie obarcza innych swoimi problemami? Na prawo i lewo opowiada jak to mu jest w życiu źle, jak się wszyscy na niego uwzięli. Pomyśl jak się czujesz w towarzystwie tej osoby… Zapewne przytłoczony jej problemami. Taka osoba zazwyczaj nie słucha rad, ani pocieszania innych. Jest skupiona głównie na swoim nieszczęściu. I nieważne czy inni wokół mają też swoje problemy. Przecież te jej są najważniejsze. Często nawet ma się wrażenie, że taka osoba kompletnie nie słucha tego co się próbuje jej powiedzieć, gdy zaczyna narzekać. Mimo wszystko radzi sobie jakoś w życiu i może się okazać, że mimo wszystko ma poważaną pracę, czy jest po prostu specjalistą w swojej dziedzinie. Jednak zamiast swoim zachowaniem wzbudzać należyte zaufanie, raczej wprawia swoich rozmówców w gorszy nastrój. Z takimi osobami zazwyczaj nie mamy ochoty ani współpracować,  ani się z nimi przyjaźnić.

 

Teraz wyobraź sobie, że jest to poważany lekarz, fizjoterapeuta itp. Idziesz do niego na wizytę. Jest to dla Ciebie wielki autorytet, jeśli chodzi o sprawę zdrowia. Pragniesz fachowej porady, a między wierszami dostajesz gratis narzekanie na problemy. Przyszedłeś na wizytę, żeby brać i niestety czasem, przy okazji, dostaniesz więcej niż prosiłeś. Zostaniesz dodatkowo obarczony nie swoimi problemami. Czy naprawdę tego chciałeś? Jesteś biorcą, więc nieświadomie przyjmujesz cudze zwierzenia. Najczęściej nie znasz metod, żeby się przed tym obronić. Niestety cierpi na tym tylko i wyłącznie Twoje zdrowie.

Wracamy więc do cytatu z początku postu „Naturoterapeuci powinni być zdrowi i szczęśliwi”. Jeśli terapeuta czy lekarz do którego idziesz z wizytą dba o siebie, zarówno o swoje zdrowie, jak i swoją psychikę, skupi się podczas wizyty tylko na Tobie i na Twoich problemach zdrowotnych. Poświęci Ci maksimum swojej uwagi. Swoją pewnością siebie, ugruntowaniem, obecnością wzmocni Twoją wiarę w siebie i w zaproponowaną terapię. Samą swoją postawą zmotywuje do powrotu do zdrowia. W jego towarzystwie będziesz się czuł swobodnie i bezpiecznie. Będziesz czuł się odpowiednio zaopiekowany. No i przede wszystkim w gratisie dostaniesz dawkę pozytywnych myśli i dobrego nastawienia, a nie zostaniesz zbombardowany żalem, pretensjami i negatywną atmosferą.

 

Idąc do kosmetyczki wymagasz, żeby była zadbana. Fryzjerka powinna mieć odpowiednią fryzurę. Dlaczego więc nie wymagamy od lekarzy i fizjoterapeutów, żeby byli zdrowi, zarówno na ciele i na umyśle?

Otaczaj się więc ludźmi żyjącymi w zgodzie z samym sobą. I nie chodzi tu tylko o bliskich, przyjaciół i znajomych, ale również o lekarzy i terapeutów. Inaczej możesz przy okazji zostać

obarczony dodatkowymi, cudzymi problemami, co na pewno nie będzie sprzyjać Twojemu zdrowiu.

Dodaj komentarz