Szczerze mówiąc zbieram się do tego wpisu od kilku miesięcy…

Często mamy problem, żeby powiedzieć komuś bliskiemu o swoich uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach. Jednak okazuje się, że jednocześnie bardzo łatwo nam wychodzi zwierzanie się „obcym ludziom”. I tak bardzo często osoby, które pracują na co dzień z ludźmi, tacy jak trenerzy personalni, fizjoterapeuci, fryzjerzy, kosmetyczki, dietetycy, są narażeni na powierzanie im przez klientów/pacjentów nierzadko nawet bardzo intymnych spraw.  Czy tak powinno być? Czy trener/fizjoterapeuta to też psychoterapeuta?

Chciałam tylko na wszelki wypadek na początku zaznaczyć, że wpis jest luźną formą moich przemyśleń i doświadczeń w powyższym temacie. Z miłą chęcią dowiem się, czy uważacie podobnie, czy może macie całkiem odmienne zdanie.

Od zawsze posiadałam pewną cechę, która sprawiała, że wiele osób z mojego otoczenia, nie ważne czy bliskich mi, czy nie, miało potrzebę zwierzenia mi się. Często się zdarzało, że widząc daną osobę drugi raz w życiu, znałam już bardzo intymne szczegóły związane z problemami w związku. Gdy zaczęłam pracować z ludźmi indywidualnie okazało się, że duża część moich klientów/pacjentów odczuwa wielką potrzebę obdarowywania mnie zwierzeniami na temat wszelkich. Wydawało mi się, że tak być powinno. Przecież dzięki temu, te osoby odczuwają ulgę. Mogą wyrzucić z siebie, to czego nie są w stanie powiedzieć swoim bliskim. Szczerze mówiąc przez długi czas nawet się cieszyłam, że ludzie, z którymi współpracuję, darzą mnie takim zaufaniem. Czułam, że dzięki temu tworzy się między nami specyficzna więź. I tak było przez lata. Na początku nie byłam w stanie przestać myśleć o problemach wielu z moich podopiecznych, towarzyszyły mi one na co dzień, nawet w czasie wolnym od pracy. Minęło trochę czasu, kiedy nauczyłam się zostawiać ich problemy w pracy. Zamykając za sobą drzwi wychodziłam do mojego prywatnego życia, zostawiając wszystkie sprawy związane z pracą w miejscu pracy. I wydawać by się mogła, że wszystko było idealnie. Mi też się tak wydawało, aż w końcu została mi uświadomiona pewna bardzo ważna kwestia…

A mianowicie wychodząc z pracy problemy moich pacjentów i podopiecznych wyrzucam tylko z głowy. One zostają w moim ciele, jako moje problemy. Mój organizm słuchając zwierzeń nie odróżnia, czy jest mowa o kimś czy o mnie. Szczególnie, gdy ktoś leży u mnie na stole i biernie oddaje się zabiegom, które wykonuje. W takim przypadku ja nie tylko „odwalam” całą robotę rozluźnienia ciała za pacjenta, ale również jego problemy dużo łatwiej mogą wniknąć w mój organizm. Gdy zostało mi to uświadomione, nie mogłam dojść do siebie. To zburzyło mój światopogląd na temat mojej pracy, jednocześnie otwierając mi szeroko oczy. Tyle czasu i energii poświęciłam na naprawę mojego zdrowia, układu pokarmowego,  jelit… a tu ktoś „obcy” obarcza mnie swoimi problemami, które ja za niego „trawię”. Nic dziwnego, że moje trawienie nie chciało się do końca naprawić i bardzo łatwo przybierałam na wadze. Jeśli byłam zajęta „trawieniem” obcych problemów, to już nie miałam czasu na trawienie jedzenia, które bardzo chętnie odkładało się w boczkach…

 

Zaraz, zaraz… to dlaczego psychoterapeuci nie mają takich problemów, a przecież oni zawodowo się zajmują słuchaniem zwierzeń? No właśnie zajmują się tym zawodowo. W trakcie kształcenia poznali metody na nie przyjmowanie na siebie cudzych problemów. Poza tym zauważ, że u psychoterapeuty następuje, mówiąc w dużym uproszczeniu, po prostu rozmowa. Jednak u fizjoterapeuty, masażysty czy fryzjera, to on wykonuje dla Ciebie usługę. Ty tylko siedzisz czy leżysz i się rozkoszujesz chwilą. To ktoś „odwala” całą robotę za/dla Ciebie. Dlatego też dużo łatwej przyjmuje to co do niego mówisz. Szczególnie jeśli nie zna metod oddzielanie tego od siebie. Jeśli nie umie wyznaczać jasnych granic lub po prostu nie wie, że powinien to robić.

 

Wiele odwagi kosztowało mnie rozpoczęcie stawiania jasnych granic mojego terytorium podczas wykonywania pracy.  Przyznam, że nie był to łatwy proces. Dodatkowo nauczyłam się stosować pewną metodę nie przyjmowania do siebie cudzych problemów, bo czasem jednak musze się zapytać o pewne trudne kwestie, chcąc dojść do przyczyny schorzenia u pacjenta. Muszę przyznać, że się opłaciło. Moje ciało i umysł zajmują się tylko moimi problemami. I pewnym „zbiegiem okoliczności” moje ciało zaczęło z chęcią oddawać dodatkowe centymetry, które mi przybyły od momentu, gdy zaczęłam pracować indywidualnie z ludźmi. Również mój układ trawienny zaczął dużo lepiej pracować. Przypadek? Nie sądzę :). Przecież wiemy doskonale, że w życiu nie ma przypadków :).

 

Nie jestem jedyną osobą, która zauważyła takie zależności. Znam dobrze przynajmniej kilka osób, które w pracy narażone są na bombardowanie życiowymi problemami swoich pacjentów, przez co albo zaczęli przybierać na wadze, albo ich zdrowie zaczęło mocno podupadać.

 

Dlatego też, zapamiętaj: od zwierzeń jest przyjaciel/przyjaciółka. Idąc do specjalisty nie mów o swoich problemach życiowych. Oczywiście nie musisz cała wizytę milczeć. Jeśli czujesz więź ze swoim fizjoterapeutą, fryzjerem itp. oczywiście możesz z nim rozmawiać na temat swojego życia. Ale niech to będą radosne jego aspekty. Na pewno wizyta będzie milsza, zarówno dla Ciebie, jak i dla drugiej strony.

 

 

2 thoughts on “Czy trener/fizjoterapeuta to też psychoterapeuta?”

  1. Zgadzam się ! Pacjenci niejednokrotnie zwierzają się ze swojego życia prywatnego i przenoszą swoje problemy na fizjoterapeutę. Trzeba się umieć od tego odciąć, żeby nie zwariować.
    Ciekawy artykuł 🙂

    1. Powinni tego uczyć na studiach… niestety mam wrażenie, że psychologia w ramach fizjoterapii jest traktowana bardzo po macoszemu. Dobrze jest umieć wyznaczać granice.

Dodaj komentarz