Często słyszę opinię, że na siłownię to chodzą osoby, delikatnie mówiąc mało myślące, które umieją tylko machać żelastwem. Pracując na siłowni ponad 5 lat obserwuję również tendencję do ćwiczenia na siłę, wypełnienia planu treningowego za wszelką cenę, braku świadomości ruchu. Jednak uważam, że wcale tak nie musi być. Siłownia może być też wspaniałym miejscem świadomej pracy z własnym ciałem.

 

 

 

Jak zwykle ten wpis będzie mocno subiektywny. Obejmie moje przemyślenia, które powstały obserwując zarówno moje zmieniające się podejście do treningów, jak i podejście do ćwiczeń innych, których widzę na co dzień na siłowni. Mam nadzieję, że wyrazicie tez swoje zdanie po przeczytaniu tego wpisu.

 

Kiedyś ćwicząc spinałam się jak mogłam, żeby wykonać założony plan. Z miłą chęcią wychodziłam poza strefę komfortu. Ba! Często byłam tak daleko, że tej strefy już w ogóle nie widziałam. Byle wykonać plan, a może nawet jeszcze więcej. Jak następnego dnia nie będzie boleć, to znaczy, że się nie postarałam, że mogłam przecież zrobić mocniej. Nie było wymówek. Nie ważne, że czuję się gorzej, że mam okres… Wymówki są dla słabych. Przecież, żeby osiągnąć sukces potrzebna jest mocna, solidna, regularna praca. A jak się człowiek dobrze czuje po takim morderczym treningu. Wtedy dopiero czuje się, że się żyje. I wszelkie zmartwienia odpływają. Problemy się wydają mniejsze, a w sumie to i tak już nie trzeba się nimi zajmować. Jest tylko to cudowne uczucie wykonania zadania z mnóstwem endorfin gratis. I tak się ciągnie życie od jednego treningu do drugiego. W oczekiwaniu na ten cudowny stan po, kiedy człowiek jest wolny od trosk.

 

Brzmi znajomo? Czy przyszło Ci kiedyś do głowy, że zajeżdżasz swoje ciało nie myśląc o konsekwencjach? Że tak naprawdę odcinasz się informacji płynących ze swojego ciała? Uważasz, że przecież ciało to tylko narzędzie? Że umysł lepiej wie co ciało może robić, a czego nie? Że to wspaniałe uczucie móc nie czuć?

 

Czy można inaczej? Oczywiście, że tak :). Jest inny, dla mnie dużo zdrowszy sposób podejścia do ćwiczeń.

 

Jak teraz ćwiczę? Owszem mam rozpisane treningi i staram się trzymać planu. Jednak w trakcie wykonywania ćwiczeń nie myślę już o tym, żeby się zajechać. Staram się odczuwać moje ciało. Jeśli czuję, że nie wykonam wszystkich powtórzeń w serii, to zastanawiam się czy to umysł mówi, że po prostu mi się nie chce i może by już skończyć, czy może moje ciało krzyczy, że już wystarczy. Że już nie jest w stanie wykonać ani jednego powtórzenia więcej. Nie robię nic na siłę. Słucham mojego ciała, to jemu pozwalam być moim trenerem. Tak naprawdę ono wie najlepiej, na ile mogę sobie pozwolić.

 

Co daje  takie podejście?

 

Lepszą relację z samym sobą i ze swoim ciałem. Ono naprawdę często wie lepiej niż nam się wydaje.  Słuchając swojego ciała, będąc go bardziej świadomym po pierwsze unikniemy wielu kontuzji. Po drugie usłyszymy, gdy nam będzie dawać znać, że mamy za szybkie tempo życia, że należy zwolnić, odpocząć. Będzie mówiło, gdy zbłądzimy, czy będziemy się pakować w nieodpowiednie miejsca.

 

Naprawdę warto zaufać ciału. Spróbuj, a na pewno skorzysta na tym Twoje zdrowie i całe Twoje życie.

 

Bo ciało przecież ma nam tyle mądrego do przekazania…. trzeba tylko pozwolić mu mówić

 

 

 

 

Dodaj komentarz