159240834786271

Spotykam wiele osób, które uważają, że mając choroby autoimmunologiczne jako wręcz obowiązkową dietą, przynajmniej na  początek jest AIP czyli innymi słowy protokół autoimmunologiczny. Nie raz słyszałam też opinię, że przy autoagresji AIP jest na całe życie. Ja mam jednak odmienne zdanie…

Po pierwsze parę słów czym jest Protokół autoimmunologiczny. Jest to dieta eliminacyjna, w której wyklucza się wszystkie produkt, które potencjalnie mogą pobudzać stany zapalne. Eliminuje się więc oprócz oczywistego przy chorobach autoimmunlogicznych glutenu i nabiału, także wszystkie zboża, ziarna, nasiona, w tym również orzechy, rośliny strączkowe, przyprawy ziarenkowe takie jak np. pieprz, kawa. Odrzuca się także herbatę, warzywa psiankowate (pomidor, bakłażan, papryka, ziemniak), jajka.

Co zatem zostaje?? 
Mięso, owoce, część warzyw, kokos… i to chyba wszystko

Sama przez trzy miesiące byłam na AIP, o czym pisałam tu i w dwóch kolejnych częściach. Trafiło też do mnie wiele osób w trakcie lub po protokole. Jednak ja osobiście nikomu do tej pory nie zaleciłam AIP i prawdopodobnie nigdy nie zalecę.

 

Dlaczego?

 

  • dla wielu osób taka ilość wykluczeń jest bardzo stresująca. Większości produktów nie można spożywać, a znalezienie czegoś do zjedzenia na mieście graniczy wręcz z cudem. Biorąc pod uwagę fakt, że ta dieta ma nie podsycać stanu zapalnego, a stres stanowczo go zwiększa wydaje się być pozbawione sensu
  • monotonia posiłków. Często przy tylu wykluczeniach znajduje się kilka ulubionych potraw i je się je praktycznie codziennie. Przy takiej monotonnej diecie łatwo o niedobory czy wręcz z czasem nietolerancje na niektóre produkty
  • dla urozmaiceni diety często sięga się po produkty pochodzące innych stref klimatycznych, szczególnie zimą. Jak dla mnie 90% zdrowej diety powinny stanowić produkty lokalne i sezonowe
  • zazwyczaj przy AIP dodaje się stosy suplementów, czemu jestem absolutnie przeciwna. Wyrzucanie tylu produktów, żeby zastąpić je suplementacją? Dla mnie niekoniecznie
  • samo jedzenie rzadko jest przyczyną autoimmunologii, więc przechodzenie na protokół nie powinno być jedyna formą „leczenia”. Aby się wyleczyć, należy przede wszystkim znaleźć i wyeliminować przyczynę
  • trudno o osiągnięcie ilości węglowodanów, która jest potrzebna do prawidłowej pracy tarczycy (150g) szczególnie jeśli chodzi o kobiety Hashimoto. Oczywiście można je podkręcić owocami, ale jak wiadomo duża ilość fruktozy nie jest najkorzystniejsza dla organizmu
  • nie przy każdej chorobie autommunogicznej dobrze się reaguje na codzienne spożywanie mięsa. Przy niektórych schorzeniach spożywanie minimum dwóch porcji mięsa dziennie może wręcz pogłębić problemy zdrowotne

 

Owszem, na pewno są osoby, którym AIP sprawnie wspomaga leczenie. Temu nie przeczę. Jednak na pewno nie jest to obowiązkowa dieta przy problemach autoimmunologicznych. Jeśli już ktoś chce ją wypróbować to polecałabym zrobić to pod opieką doświadczonego dietetyka, żeby nie doszło do niedoborów. I na pewno nie na dłużej niż trzy miesiące.

Co zatem polecam dla osób z autoimmunologią?

Na pewno odrzucenie glutenu i nabiału krowiego. Pozostałe produkty należy dobierać indywidualnie. Nie ma jednej, idealnej diety dla wszystkich.

5 thoughts on “Protokół autoimmunologiczny (AIP)”

  1. Masz rację – zgadzam się z wszystkimi wymienionymi argumentami w mniejszym lub większym natężeniu.
    Nie zmienia to jednak faktu, że mi AIP uratowało komfort życia lecząc tym sposobem moją egzemę dłoni w dość zaawansowanym stadium. Zresztą po 3 miesiącach okazało się, że zarówno orzechy jak i warzywa psiankowate oraz strączki są u mnie niewskazane. Kilka lat później okazało się że i jajka nie są dla mnie. Nie wspominam o glutenie, nabiale i kawie, bo to akurat jest niezalecane przy każdej sensownej diecie.
    Z Twojego artykułu najbardziej podpisuję się pod problemem z suplementami – także nie mam przekonania do brania garści tabletek przed i po każdym posiłku. U mnie doszło do 19 tabletek dziennie. Wyjazd na tydzień powodował, że samo pakowanie suplementów zajmowało mi pół godziny.
    Nie zgodzę się z argumentem braku możliwości jedzenia na mieście. Niestety większość osób odżywiających się bez glutenu, laktozy i cukru (a jeśli jeszcze do tego dochodzi nietolerancja na psianki) nie ma szans na jedzenie na mieście. Nie dotyczy to tylko AIP. Wciąż jest z tego typu miejscami (daniami) bardzo słabo. Dlatego jest to przypisanie AIP argumentu „przeciw” wspólnego dla wszystkich rozsądnie jedzących.
    Owszem mieszkając we Wrocławiu można coś wybrać, ale jadąc na wycieczkę nie ma możliwości przebierania w lokalnych barach i restauracjach więc raczej jest się zdanym na siebie.
    Ja pilnowałam węglowodanów z warzyw aby było ich minimum 150 g i nie było problemu. Ważne, żeby osoba zlecająca wiedziała, jak ważny jest nacisk na tę kwestię.
    Przyczyny – zgadzam się – zawsze należy ich szukać i nie tylko w posiłkach.
    Monotonia i stres – to już kwestia tego ile jesteśmy w stanie zrobić dla swojego zdrowia. Głowę przestawić najtrudniej i rzeczywiście nie da się tego zrobić jedną wizytą u dietetyka.
    Generalnie popieram Twoje słowa – jednak ogólnie rzecz ujmując jestem zwolenniczką AIP 🙂
    Pozdrawiam,
    L.

Dodaj komentarz