159240834786271

Dziś przechodzimy do mniej substancjalnych problemów z odchudzaniem. A mianowicie zdarzyło Ci się mówić lub myśleć „Jak schudnę to… zacznę o siebie dbać, kupię sobie ładne ciuchy, zacznę się podobać płci przeciwnej…” itp. Jeśli tak, to dzisiejszy wpis jest właśnie dla Ciebie.

Przechodzimy dziś do blokad, które tkwią w naszym umyśle i mocno bojkotują proces odchudzania. Nie jestem psychoterapeutą, ani psychologiem. Jednak mam duże doświadczenie w pracy z osobami zrzucającymi wagę. Zajmuję się również pracą z podświadomością. Aktualnie jestem w trakcie pisania pracy dyplomowej z zakresu psychoneuroimmunologii, która ma wiele wspólnego z tym, o czym będę pisać.  Przedstawię po kolei najczęstsze błędy w naszej psychice, umyśle, w myśleniu o sobie, które mogę utrudniać lub wręcz uniemożliwiać chudnięcie. Postaram się też wytłumaczyć dlaczego w taki sposób oddziałują na nasz organizm. Jednak po rozwiązanie tych problemów będę mogła jedynie odesłać Was do specjalisty.

 

Chyba większość osób na diecie wyobraża sobie jak to będzie jak już będą szczupłe. Puszczają wodze fantazji i wydaje im się, że z wymarzoną figurą zrobią wszystko. Świat będzie należał do nich. Nareszcie wszystko stanie się prostsze, jaśniejsze. W końcu będzie tak, jak być powinno. Nareszcie będę mieć powodzenie u płci przeciwnej lub mąż/żona będzie mnie bardziej doceniać, łatwiej będę nawiązywać kontakty, będę mogła wyjechać na urlop, by założyć bikini, inni będą patrzeć na mnie pożądliwym/zazdrosnym wzrokiem, nareszcie pokażę, że mnie na coś stać, że nie jestem beznadziejna/y. Oczywiście jak już będę szczupła/y to będę mogła/mógł pójść np. na kurs nurkowania, bo w końcu będę dobrze wyglądać w piance, na imprezę i nie wstydzić się tańczyć na parkiecie. Nareszcie będę mogła/mógł spełnić wszystkie moje marzenia. Od nich dzielą mnie tylko te zbędne kilogramy.

 

Wydawało by się, że w takim myśleniu nie ma nic złego. W sumie to dodatkowa motywacja do odchudzania. Jednak myśląc w ten sposób łapiemy się w dwie pułapki:

Po pierwsze tak dużo planujemy zrobić jak już schudniemy, że wcześniej czy później w trakcie redukcji, gdy już się zbliżamy coraz bardziej do upragnionej sylwetki, uświadamiamy sobie, że za chwilę trzeba będzie to wszystko zrobić. No bo przecież jak już będę szczupła/szczupły to nie będzie żadnych innych wymówek. Trzeba się będzie wziąć za siebie i za wszystkie swoje plany na poważnie. Często odkrywamy to nie do końca świadomie i zaczynamy podświadomie sabotować odchudzanie. Niejednokrotnie je przerywając lub dążąc wręcz do efektu jo-jo. Jednak stan nadwagi czy otyłości jest nam dobrze znany. Tam nie musimy się wysilać, bo przecież i tak jesteśmy grubi. Przeraża nas, że wraz z osiągnięciem idealnej sylwetki trzeba będzie spełnić wszystkie dane sobie obietnice. A łatwiej przecież jest odpuścić odchudzanie.

W taki sposób wiele osób odchudza się całe życie, nie mogąc osiągnąć wymarzonej wagi. Łatwiej jest przecież być wiecznie na redukcji i narzekać na nadprogramowe kilogramy, niż wyzbyć się wszelkich wymówek i zacząć spełniać nagle wszystkie marzenia.

 

Po drugie myślimy, że po zrzuceniu wagi, jak za dotknięciem magicznej różdżki znikną wszystkie nasze problemy. Nagle nie będzie już kompleksów, będziemy całkiem innym człowiekiem.  Już nie będę nieśmiałym, zakompleksionym grubasem. Za to będę przebojowym, zabawnym, towarzyskim szczupłym człowiekiem. Wszyscy będą mnie lubić, szanować, podziwiać. Nikt nie odważy się mnie krytykować. Jednak najczęściej kompleksy są w naszej głowie, a nie w tkance tłuszczowej. To jest tylko powierzchowność. Jeśli nie pokochasz siebie jako grubasa, nie pokochasz siebie także, gdy będziesz szczupła/szczupły. To nie jest wina tłuszczu, tylko Twojego nastawienia do własnej osoby, nierzadko głęboko zakodowana w Twojej podświadomości.  Często spotykam się z osobami, które schudły i wręcz poczuły się rozczarowane, bo prócz zmiany otoczki nic w ich życiu się nie zmieniło… w głowie dalej są grubasami, uwięzionymi w idealnym ciele. A przy takim dysonansie jeszcze trudniej o zdrową głowę. I wtedy najwygodniej jest wrócić do starego wyglądu, który współgra z „otyłą” psychiką…

 

Co zatem zrobić, żeby nie wpaść w tę pułapkę?

Uświadom sobie, że jak schudniesz, to zmieni się tylko jedna rzecz- będziesz mieć mniej tkanki tłuszczowej. Poza tym wszystko będzie po staremu. Zawartość twojej głowy się nie zmieni. Jeśli teraz masz kompleksy, to jak schudniesz znajdziesz coś innego, czego będziesz się w sobie wstydzić. Zmiana otoczki nic nie załatwi.

 

Jak sobie z tym poradzić? Polecić mogę jedynie psychoterapię. Ponieważ jedynie szczęśliwy grubas, może stać się szczęśliwym szczupłym człowiekiem.

Dodaj komentarz