Uwielbiam tańczyć. Nie wyobrażam sobie życia bez tej aktywności.  Taniec towarzyszy mi od wielu, wielu lat. Jednak dopiero ostatnio zaczęłam się zastanawiać czym on jest dla naszego ciała i umysłu. Czy zawsze działa pozytywnie? Dziś podzielę się z Wami przemyśleniami na temat tego, co tam naprawdę daje nam taniec. Dlaczego akurat ja mam się wypowiadać o tańcu? Przez wiele lat taniec był moim zawodem: prowadziłam zajęcia taneczne, tańczyłam w zespole, jak również stworzyłam własny zespół, a później teatr tańca. Występowałam zarówno na imprezach komercyjnych, jak i na festiwalach w Polsce i za granicą. Jestem dyplomowanym choreografem tańca współczesnego i nowoczesnego. Sędziowałam na konkursach tanecznych. Aktualnie mam pod swoją opieką tancerki i tancerzy, którym pomagam tańczyć lepiej i w zdrowszy sposób. Prowadzę również warsztaty dla tancerzy. Do tego jestem dosłownie chora jeśli przynajmniej raz w miesiącu nie pójdę do klubu wyszaleć się na parkiecie. Taniec to po prostu mój żywioł. I myślę, że w świetle wszystkiego co wyżej napisałam mam prawo wypowiadać się na jego temat :).

 

Od razu zaznaczam, że dzisiejszy wpis to są tylko i wyłącznie moje przemyślenia, moje obserwacje. Nie musisz się z nimi zgadzać. Zresztą fajnie by było, jakbyś pod tym wpisem zostawił swoją opinię na ten temat. Czy się ze mną zgadzasz, czy nie. Myślę, że może się wywiązać ciekawa dyskusja :).

 

Po pierwsze taniec ma niesamowity wpływ na nasze ciało. Jest to świetny trening cardio wzmacniający układ krwionośny i oddechowy. Dodatkowo, jeśli jest to taniec uprawiany amatorski i pod okiem dobrego instruktora (czyt. nie tylko świetnego tancerza, ale także osoby, która ma uprawnienia do prowadzenia zajęć, ma choć podstawową wiedzę z anatomii, fizjologii oraz biomechaniki ciała ludzkiego), to może on przynieść zdumiewające korzyści dla naszego ciała:

  • wzmocni nasz gorset mięśniowy, szczególnie mięśnie głębokie, tzw. mięśnie środka= core,
  • zwiększy koordynację ruchową,
  • zwiększy mobilność w stawach,
  • poprawi postawę.

 

Tu muszę nadmienić jeszcze parę słów na temat mięśni głębokich w tańcu. To chyba tylko taka moja fantazja, że każdy instruktor uczy ich używać w tańcu, bo przecież są one nieodzownym jego elementem. W końcu Joseph Pilates stworzył swoje ćwiczenia właśnie dla tancerzy, m.in. dlatego, żeby nauczyć, że każdy ruch wychodzi z tzw. mięśni środka. Jednak niestety rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Przytoczę tu pewną anegdotkę:

 

Jakiś czas temu podczas jednego z festiwali tanecznych, na którym pracowałam jako fizjoterapeuta, przyszedł do mnie pewien tancerz- gwiazda tego festiwalu. Człowiek sławy międzynarodowej, tańczący od dziecka. Przyszedł do mnie ze słowami: „Boli mnie w jednym miejscu w kręgosłupie, czy możesz coś z tym zrobić?”. Miał niesamowite zdziwienie w oczach, kiedy nie namyślając się dotknęłam go w konkretne miejsce na plecach i powiedziałam „Tutaj, tak?”. I rozpoczęła się wymiana zdań: „Skąd wiesz, że tu?”, „Widziałam Cię wczoraj jak tańczyłeś na Gali”, „Skąd może być ten ból?”, „Źle trzymasz sylwetkę, bo masz bardzo słabe mięśnie brzucha”. Miałam wrażenie, że tym stwierdzeniem wywołałam trzecią wojnę światową :). Jakim prawem mogę mówić tancerzowi takiego formatu, że ma słabe mięśnie brzucha. Na szczęście zgodził się zrobić jedno ćwiczenie i obiecałam, że jeśli zrobi je poprawnie kilka razy, to wszystko odwołam i przyznam mu rację, że ma super mocne mięśnie. No i co się okazało? Wykonał tylko jedno powtórzenie i do tego mięsień poprzeczny brzucha trząsł się przy tym jak galareta. Wtedy też usłyszałam: „Już Ci wierzę, że są mięśnie, o których istnieniu nie wiem. Naucz mnie ich używać” :).

 

Takich anegdot z tancerzami, naprawdę dobrymi tancerzami, mogę długo przytaczać. Cóż to oznacza? Że często tylko w teorii taniec jest zdrowy dla naszego ciała. Jeśli więc nie chcesz sobie nim wyrządzać krzywdy idź do profesjonalnego NAUCZYCIELA, INSTRUKTORA, a nie tylko TANCERZA.

 

Jeśli uda nam się trafić do dobrego instruktora, to mamy okazję również rozruszać nasze ciało, popracować nad postawą. Muszę przyznać, że przez lata pracy jako instruktor tańca, już po wejściu osoby na salę widziałam, czy z niej coś będzie w tańcu czy nie. Są konkretne „typy” osób, które ciała trudno rozruszać. Teraz już wiem, że to są osoby z wieloma emocjami, traumami zamkniętymi w swoim ciele. Całym bagażem przykurczy psychosomatycznych, które zebrali przez całe życie. W takich przypadkach owszem taniec może pomóc, ale lepiej jeśli jest to tzw. taniec swobodny. I tu dochodzimy do sedna wpisu. Czy lepiej pójść na zajęcia taneczne i uczyć się ruchów tanecznych, choreografii, wpajać ciału jakieś obce dla nas ruchy, czy po prostu pójść na dyskotekę i wyszaleć się tak jak nam ciało podpowiada?

 

Zawsze będę za tym drugim rozwiązaniem. Dużą ulgę dla ciała i umysłu, dla przykurczy psychosomatycznych w naszym ciele przyniesie taniec swobodny. Cóż to takiego? Zdarzyło Ci się kiedyś, gdy jesteś sam w domu i leci Twoja ulubiona piosenka w radiu, podgłaśniasz i tańczysz po swojemu? Szalejesz w sposób całkiem naturalny sposób. Ten taniec wychodzi prosto w serca, a może lepiej by powiedzieć prosto z Twojego ciała. Nikt nie patrzy, więc pozwalasz sobie na totalną swobodę. Nikt Cię nie ocenia, nikogo się nie wstydzisz, więc wymachujesz kończynami tak, jak one tego potrzebują i jaką masz fantazję. I pamiętasz to cudowne uczucie po przetańczeniu w taki totalnie swobodny sposób choć jednej piosenki? Ja aż musiałam się zatrzymać w pisaniu, gdyż na moich ustach pojawił się uśmiech, a w ciele wspomnienie tych przyjemnych doznań. I właśnie taki taniec jest najlepszy dla nas. Przy naszej ukochanej muzyce, takich piosenkach, które czujemy, przy których nasze ciało nie może po prostu usiedzieć w miejscu. Gdy je słyszymy to przynajmniej jeden palec w bucie wystukuje rytm, nawet gdy jesteśmy w miejscu,  w którym nie należy tańczyć. Zauważ, że jak jesteś na parkiecie to całkiem inaczej się czujesz tańcząc do piosenek, których nie znasz, nie lubisz, a całkiem inaczej jeśli leci coś w Twoim guście. Nawet jeśli robisz dokładnie te same ruchy.

 

Gdy nie czujemy się oceniani, gdy wiemy, że nikt na nas nie patrzy też jesteśmy w całkiem inny sposób otworzyć się na to, co nasze ciało potrzebuje, jakiego ruchu chce i pożąda. I wtedy taniec daje przepiękne spełnienie, uwolnienie emocji i szczęście Tu i Teraz.

 

Ja na szczęście nauczyłam się w ten sposób już tańczyć publicznie, gdy idę do klubu. Przestałam się przejmować innymi. Tańczę tak jak czuję. A jeśli tylko trafię na moje muzyczne klimaty, to naprawdę nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Jednak przez wiele lat tańczyłam tak, żeby podobać się inny. Teraz  wchodzę na parkiet i jestem tylko ja, moje ciało i nasze wspólne spełnienie w tańcu do wspaniałej muzyki…

 

No i teraz zapewne rodzi się w głowie części z Was pytanie: „No to jak? Bez sensu jest chodzić na zajęcia taneczne?”

 

Nie. Wcale nie jest to bez sensu. Tylko wybierz styl tańca, w którym się tańczy do muzyki, która Cię porusza. Tańca, które czuje Twoje ciało. Jeśli się nauczysz podstawowych ruchów zobaczysz ile przyjemności sprawi Tobie i Twojemu ciału, puszczenie sobie w domu muzyki z zajęć i poimprowizowanie poznanymi ruchami do niej, wplatając jeszcze takie, które dyktuje Ci ciało. I jeśli zamierzasz lub już teraz tańczysz zawodowo to wiedz, że to jest właśnie najlepszy, najzdrowszy sposób układania choreografii. Puść muzykę, która Cię porusza i tańcz tak, jak chce Twoje ciało. Najlepiej nagraj tę improwizację i na jej kanwie stwórz choreografię na występ. Wtedy na scenie będziesz mieć całkiem inną energię, którą widownia od razu wyczuje. A i Ty będziesz szczęśliwsza tańcząc.

 

Tak mi przychodzi  w tym momencie na myśl pewna piosenka do której najlepiej mi się występowało. A tak naprawdę dwie. Scenicznie tańczyłam głównie taniec orientalny i muszę przyznać, że ta muzyka nigdy mnie nie porywała :). Najlepsze moje występy były gdy tańczyłam do totalnie nieorientalnej muzyki. I tak było, gdy ułożyłam choreografię do mojej ukochanej piosenki „Makedonske devojce”   oraz gdy tańczyłam do piosenki Sepultury :).

Jedno z moich ulubionych tanecznych zdjęć: taniec orientalnych do piosenki Sepultury.

 

Podsumowując wpis: chcesz zrobić coś dobrego dla swojego ciała i umysłu? Włącz ulubioną piosenkę i tańcz. Zamknij oczy i daj się ponieść…

 

Bardzo Ci dziękuję za przeczytanie tego wpisu :*. Dzięki niemu powróciło wiele wspomnień, jeszcze żywych w ciele. Siedzę słucham mojej ukochanej „Mekedonske devojce” i ciało samo się rusza, a z twarzy nie schodzi mi uśmiech. Mam nadzieję, że Ty też masz takie swoje piosenki. Jeśli tak, to zrób coś dla siebie: włącz ją. Ja też już dłużej nie wytrzymam siedząc. Uciekam tańczyć :).

 

 

 

2 thoughts on “Co daje nam taniec?”

Dodaj komentarz