159240834786271

Doszliśmy do momentu, gdy porzuciłam pracę, której tak naprawdę nie powinnam przyjmować. Oczywiście zanim się jej podjęłam i przeprowadziłam się do służbowego mieszkania, moja intuicja zaczęła mi podpowiadać, że to nie wygląda na dobry kierunek. Momentami zaczynała aż krzyczeć, żebym się zastanowiła co robię i czy to jest naprawdę dla mnie najlepsze wyjście. Jednak w jakiś sposób cały czas mocno odpychałam głos mojej intuicji. Byłam na niego całkowicie głucha. Wydawało mi się, że wiem na co się decyduję, że to jest moja własna decyzja. A jednak okazało się, że pozwoliłam się wciągnąć w cudzą grę, w cudze projekty. Realizowałam nie moje plany, lecz kogoś innego. To nie mogło się dobrze skończyć. Na szczęście tak, jak już pisałam w jednej z poprzednich części, moje ciało bólem wręcz zamenifestowało mocno swoje niezadowolenie z moich decyzji. Bardzo się cieszę, że posłuchałam go wtedy i rzuciłam tę pracę. W przeciwnym wypadku moje życie wyglądałoby teraz całkowicie inaczej. Tak więc niedługo po rzuceniu pracy, rozjaśniło mi się widzenie i zauważyłam w jakie sidła niepostrzeżenie wpadłam. Jak dałam się nieświadomie całkowicie omotać innemu człowiekowi. A gdy postanowiłam powiedzieć nie, wyrwać się, ten człowiek ukazał swoją prawdziwą twarz. Już nie chciałam być jego marionetką, zbuntowałam się, więc zaczęłam być wrogiem, który zniszczył doszczętnie zamierzony plan. Absolutnie nie chcę całkowicie oczerniać tego człowieka. Uważam z perspektywy czasu, że to były jego podświadome pragnienia, których najprawdopodobniej nie był świadom. Możliwe, że do tego czasu nie zrozumiał, dlaczego tak postąpił. Może się nawet w ogóle tak nie zastanawiał. Podejrzewam co było przyczyną jego zachowania wobec mnie, ale te dywagacje pozwólcie, że zachowam dla siebie.

Jednak nie udało mi się wyrwać całkowicie, przecież mieszkałam cały czas w służbowym mieszkaniu, w którym było również biuro firmowe. Tkwiłam w tym miejscu jeszcze przez półtora miesiąca, które bardzo mocno nadszarpnęły moją psychiką i moim zdrowiem. Miałam całkowity brak poczucia bezpieczeństwa w mieszkaniu, czyli w miejscu, które powinno być ostoją. Dom to powinno być miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie. Miejsce w którym odpoczywamy od świata. Możemy się tam zamknąć, odciąć się i całkowicie zrelaksować. To miejsce regeneracji. Bezpieczne miejsce, nasza twierdza. W tamtym momencie straciłam poczucie tego wszystkiego. Teraz kojarzy mi się ono z pustką i niefizycznym chłodem. Przebywanie w tamtym mieszkaniu zaczynało mnie napawać lękiem i strasznym poczuciem braku bezpieczeństwa. Poczuciem, że nie mam swojego własnego miejsca, że ktoś wkracza w moją przestrzeń. Jedynym miejscem w którym w tamtym czasie czułam się bezpieczna był mój gabinet, dlatego też tak chętnie spędzałam tam czas. On był moim azylem. Jednak nie mogłam tak przebywać cały czas, musiałam przynajmniej na noc wracać do mieszkania, co zawsze łączyło się z podświadomym mocnym lękiem i obawą. Na początku sobie tego nie uświadamiałam. Niby wiedziałam, że będę się musiała wyprowadzić, ale przecież dopiero co się wprowadziłam, nie miałam siły po raz kolejny szukać nowego mieszkania, pakować wszystkie swoje rzeczy i je przewozić. Przez te półtora miesiąca tak po prostu zaczęłam tyć. Nie, wcale nie jadłam więcej, ani specjalnie inaczej. Jednak mój organizm widocznie uznał, że jeśli czuję się tak mało bezpiecznie, nie mam w mieszkaniu swojego azylu, to po prostu mnie odizoluje od świata większą ilością tkanki tłuszczowej. I tak tyłam i tyłam i nie byłam w stanie żadnymi sposobami tego zatrzymać. Mogłam się tylko biernie przyglądać jak wskazówka wagi cały czas się przesuwa. Oczywiście w tym czasie normalnie trenowałam, ale to i tak nie pomagało. Widocznie miałam podświadomą potrzebę odcięcia się od świata zewnętrznego, wzbudzenia pozornego poczucia bezpieczeństwa wewnątrz własnego ciała, odizolowanego od wszystkiego innego. W ciągu tego półtora miesiąca przytyłam 8 kilogramów i osiągnęłam najwyższą moją wagę w życiu. To dodatkowo zaczęło mnie dołować. No bo jak może trener personalny nie umieć zapanować nad swoją wagą. Jeśli nie umie zadbać o swój wygląda, to jakim cudem może wiedzieć jak postępować z innymi. To ugodziło w moją zawodową pewność siebie. Nawet zastanawiałam się, czy ja naprawdę mogę dawać innym rady żywieniowe, treningowe, jeśli sama nie umiem ogarnąć mojego ciała. Lecz tu nie chodziło o samo ciało. Ono tylko odwzorowywało to co było w umyśle. I to tam tkwił wówczas problem i żadne diety, ani ćwiczenia nie mogły nic na to poradzić.

Poczucie bezpieczeństwa

W końcu zrozumiałam, że muszę się jak najszybciej wyprowadzić, bo inaczej zwariuje. Poczułam w sobie dość siły, żeby zacząć szukać mieszkania. Przeglądając ogłoszenia trafiłam na dwa w przystępnej cenie i w całkiem dobrej lokalizacji. Najdziwniejsze stało się, gdy zadzwoniłam pod numer z drugiego, wybranego przeze mnie ogłoszenia odnośnie mieszkania znajdującego się tuż przy fitness klubie, w którym wówczas prowadziłam zajęcia. Po dwóch sygnałach po drugiej stronie słuchawki usłyszałam „Witaj Aniu”. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie. Aż sprawdziłam jeszcze raz wybrany numer, ale nie miałam go zapisanego w kontaktach. Z nieśmiałością zapytałam „Dzwonię w sprawie ogłoszenia o wynajem mieszkania. Czy dobrze się dodzwoniłam?”. Okazało się że to był właściwy numer, a należał do dziewczyny, która chodziła do mnie na zajęcia fitness i kiedyś z jakiejś okazji podałam jej mój telefon. Mieszkała w tym mieszkaniu od dłuższego czasu, jednak w końcu udało jej się z mężem kupić własne mieszkanko, więc to opuszczali. Umówiliśmy się następnego dnia na oglądanie mieszkania. Jednak już po odłożeniu słuchawki wiedziałam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że właśnie znalazłam moje miejsce, w którym odnajdę zgubione poczucie bezpieczeństwa. Niestety odzyskiwanie jego oraz wyrzucenie z siebie lęku zajęło mi jeszcze długie miesiące, ale nowe mieszkanko znacząco się do tego przyczyniło…

Dodaj komentarz