Uwielbiam rowerowe wycieczki. To mój ulubiony sposób na aktywny odpoczynek. Już kilka kilometrów zrobionych poza miastem, wśród zieleni jest mnie w stanie skutecznie zrelaksować. Tobie zdarza się wyjeżdżać rowerem poza miasto? Na parę godzin lub parę dni? A może dopiero planujesz swoją pierwszą wyprawę? Jeśli tak, to dobrze trafiłeś. Dziś i za tydzień podzielę się z Tobą listą niezbędnych rzeczy, które warto mieć ze sobą, w zależności od długości wycieczki.

 

 

Będzie to oczywiście bardzo subiektywny wpis. Zresztą jak zawsze :). Wymienię nie tylko liste niezbędnych rzeczy, ale również takich, bez których niegdzie nie wyruszam, a jeszcze nigdy mi się nie przydały. Jednak wierzę, że jeśli ich nie zabiorę to na pewno coś się wydarzy.

Dziś część 1 na temat tego co ubrać na wycieczkę oraz  w co najlepiej się zapakować. 

 

 

Według mnie najważniejszy ze wszystkiego jest ubiór. I nie chodzi tu wcale o to, żeby nie jeździć na golasa,  ale o to, żeby nie ubierać pierwszych lepszych ubrań, tylko się choć przez chwilę zastanowić i zaplanować swój ubiór oraz to, co weźmiemy ze sobą:

  • spodnie „z pieluchą”. I tu często jest dyskusja, bo niby jak ktoś jeździ tylko od czasu do czasu, to nie chce kupować profesjonalnych ciuchów.  Jednak według mnie jest to najważniejszy element stroju, w który naprawdę warto zainwestować. Od niego zależy nie tylko nasz komfort w trakcie wycieczki, ale także następnego dnia. Owszem jeżdżąc po Krakowie nie ubieram na siebie takich spodni, ale w mieście na rowerze ciągiem spędzam góra 40minut. No i moje pośladki są przyzwyczajone do siodełka, bo siedzą na nim codziennie. Jeszcze pamiętam jak to było za czasów, gdy odstawiałam rower na zimę. Wtedy na wiosnę przez pierwsze 2-3 dni moje cztery litery przyzwyczajały się ponowni do siodełka po przerwie i miałam trudność zarówno z chodzeniem, jak i z siedzeniem. Dlatego też ważne, żebyś nagle po długim okresie bezrowerowym nie wybierał się na kilkugodzinną przejażdżkę nie zabezpieczając w odpowiedni sposób swoich pośladków. A już na pewno wybierając się na kilkudniowy wyjazd warto zaopatrzyć się w odpowiednie spodnie. Są różne rodzaje „pieluchy”. Przetestowałam wiele spodni i musze przyznać, że najlepiej sprawdza się z wypełnieniem żelowym,

 

  • inną opcja jest nakładka żelowa na siodełko,  która też ponoć spełnia swoje zadanie. Przyznam się, że rok temu kupiłam taką nakładkę i nadal leży zapakowana w szafie. Jakoś nie mogę się zebrać, żeby ją przetestować,

 

  • bielizna? Jeśli już musisz ubrać majtki, to wybierz bezszwowe z przewiewnego, naturalnego materiału. Już widzę Twoja minę ;), jak to? Mam jeździć bez majtek? Tak. Jeśli używasz spodenek rowerowych, to będą spełniać one w pełni swoje zadanie jedynie, gdy nie ubierzesz pod nie bielizny. Też mi się na początku wydawało to dziwne, ale wierzcie mi, na dłuższych trasach, szczególnie latem, brak bielizny daje znacząco większy komfort,

 

  • koszulka. Mam kilka koszulek rowerowych, ale szczerze mówiąc rzadko ich używam. Jednak jak najbardziej je polecam, gdyż zazwyczaj mają poręczne kieszonki z tyłu np. na telefon. Nie jest to jednak najbardziej niezbędna część garderoby. Sprawdzą się równie dobrze jakiekolwiek inne koszulki sportowe, termoaktywne, czy z przewiewne bawełny, w zależności od pogody,

 

  • coś pod szyję. Nawet latem biorę ze sobą przynajmniej cienki, przewiewny komin. Jak wiadomo jadąc rowerem, szczególnie z górki, jesteśmy narażeni na dużo większy wiatr, a obszar szyi jest wyjątkowo wrażliwy na ten czynnik atmosferyczny. Warto więc zadbać o to, żeby zawsze pod ręka mieć coś,  czym można okryć szyję. I tu najlepiej sprawdzają się wszelkiego rodzaju kominy,

 

  • rękawiczki. Rękawiczek używam tylko na trasie. Nie widzę sensu używania ich po mieście, choć przyznam  szczerze, że kiedyś w nich jeździłam na co dzień po Krakowie. Skończyło się jedynie tym, że miałam w charakterystyczny sposób opalone dłonie. Jednak przy choć trochę niższej temperaturze warto zadbać o ochronę dla dłoni przy każdym korzystaniu z dwóch kółek, gdyż są one najbardziej narażone na powiew wiatru, a niewiele się ruszają. Co do rękawiczek rowerowych, najlepiej z żelowy wkładem, to przydają się one bardzo na trasie, gdy spędzamy kilka godzin trzymając ręce na kierownicy. Zapewniają one lepszą przyczepność oraz mniej odcisków,

 

  • bluza. Zawsze warto mieć ze sobą coś z długim rękawem, nawet w ciepłe dni. Tak, pisze to ja, ubierająca długi rękaw dopiero poniżej 10 stopni. Jednak nigdy nie wiadomo, kiedy pogoda się zmieni i czy na pewno wrócimy do domu o tej godzinie, o której przewidywaliśmy. Na rower warto się ubierać na cebulkę, żeby móc dostosować liczbę warstw do aktualnych warunków,

 

  • peleryna. Osobiście nie uznaje kurtek przeciwdeszczowy na rower, bo wtedy spodnie tak czy tak mi przemakają . Rozwiązaniem na deszcze które stosuje od lat, jest peleryna. Taka zakładana na kierownicę,  dzięki czemu chroni moje nogi przed zmoknięciem. Owszem, gdy jest bardzo duża ulewa z porywistym wiatrem, to wówczas deszcz potrafi dotrzeć również pod pelerynę. Jednak przy takich warunkach chyba nie ma niezawodnej opcji na nie zmoknięcie No chyba, że pozostanie w domu ;), 

 

  • ubranie na zmianę,  a przynajmniej bieliznę (jeśli nosisz 🙂 ) i skarpetki. Pamiętam wyjazd, kiedy przez osiem godzin jechałam non stop w deszczu. Nawet peleryna zaczęła mi przeciekać. I powiem Wam, że uczucie zakładania suchych skarpetek na przemoczone stopy podczas przerwy nie da się porównać z niczym. To jest po prostu prawdziwe szczęście :). Zawsze może okazać się, że Cię przemoczy, a jazda w mokrym ubraniu to nic przyjemnego. Oczywiście jeśli wyjeżdżasz jedynie na parę godzin i niedaleko od swojego miejsca zamieszkania, to możesz opuścić ten punkt lub na wszelki wypadek wziąć tylko skarpetki na zmianę. Jednak przy całodziennych wyprawach ubrania na zmianę mogą się okazać bardzo przydatne,

 

  • buty. Osobiście do jazdy na rowerze poza miastem używam adidasów. Owszem buty rowerowe mogą być bardziej przydatne podczas jazdy, jednak niezbyt wygodnie się w nich chodzi. Ja natomiast jadąc na wycieczkę, często przypinam gdzieś rower i idę pozwiedzać ciekawe miejsca i wówczas bardzo przydają się wygodne buty. Jeśli jednak zamierzasz tylko jechać z punktu A do punktu B, to oczywiście lepszą opcją mogą być buty rowerowe. 

 

 

W co się zapakować? 

 

Na dłuższe kilkudniowe wyjazdy zdecydowanie polecam sakwy. Moja ulubiona z Krossa jest całkowicie wodoszczelna (nie raz zdarzyło mi się jechać cały dzień w deszczu i wszystko w środku było suchutkie) i bardzo pojemna. Zazwyczaj biorę również torbę, która ma zaczep do bagażnika. Pakuję tam wszystkie rzeczy, których będę używać w danym dniu podczas jazdy. Łatwiej się dostać do takiej torby, no i łatwiej w niej cokolwiek na szybko znaleźć niż w sakwie. Dodatkowo zazwyczaj jedzenie na dany dzień pakuję w torbę bawełnianą i przypinam na bagażnik.

 

 

 

Tak zazwyczaj wygląda mój rower podczas kilkudniowych wyjazdów. W sakwie zapakowane ubrania na kolejne dni oraz wszystko co przyda mi się dopiero kolejnego dnia lub podczas noclegu. W torbie przypiętej do bagażnika wszelkie niezbędne dokumenty, pieniądze, woda oraz wszystko co może mi się przydać danego dnia w trasie. W torbie bawełnianej (tu leży obok roweru, ale normalnie jest na bagażniku) jedzenie. 

 

 

A oto mój nieład twórczy na rowerze :), gdy mam ze sobą jeszcze namiot i karimatę.

 

 

 

Na jednodniowe wyjazdy też czasem korzystam w sakwy. Jednak najczęściej nie chce mi się odpinać koszyka, który na co dzień mam na bagażniku. Wówczas po prostu wrzucam plecak do tego koszyka i też jest ok. Jednak na wyjazdy sprawdza się tylko koszyk na bagażnik. Taki na kierownicę nie sprawdzi się. Jeśli jadę do lasu, w góry, ogólnie mówiąc w wyboiste tereny, to zawsze przerzucam się na sakwy. W takich warunkach sprawdzają się dużo lepiej.

Zdecydowanie odradzam opcję plecaka na plecach. Nie dość, że trudniej z nim utrzymać prawidłową pozycję na rowerze, to jeszcze mamy całe spocone plecy. A w takiej sytuacji podczas postoju bardzo łatwo o zawianie, a przecież nie po to jedziemy na rower, żeby wrócić z chorobą czy przeziębieniem.

 

 

 

Dodaj komentarz