159240834786271

W końcu dotarłam na targ, żeby zakupić moją ukochaną, wyczekaną kiełbasę i boczek na święta. Nie mogłam się już tego momentu od dawna doczekać. Jednak, gdy podeszłam do lady i zobaczyłam wędliny, poczułam ich zapach… zemdliło mnie i to z taką siłą, że musiałam szybko odejść, żeby nie zwymiotować. Byłam bardzo zaskoczona reakcją mojego organizmu na coś, co jeszcze tak niedawno dawało mi tyle przyjemności. Od tamtej pory nie jem mięsa na co dzień, bo absolutnie nie mam takiej potrzeby. Jednak przychodzi taki moment, że czuję, że go potrzebuję i wtedy jem. Zdarza się to zazwyczaj raz na miesiąc. Jednak ostatnio przy chłodniejszej pogodzie jadłam mięso mniej więcej raz w tygodniu, bo tak chciał mój organizm, a teraz mam już pewność, że umiem go słuchać w odpowiedni sposób. Naprawdę długi czas mi zajęło wsłuchiwanie się w swoje potrzeby. Odróżnianie tego czego naprawdę w danym momencie potrzebuję, a co jest chwilową zachcianką, a co z kolei rzeczą mi szkodzącą. To, że chce mi się czekolady zazwyczaj wcale nie oznacza, że brakuje mi magnezu :). Raczej zwraca mi uwagę na pewne emocje w moim ciele i już wie jak je rozpoznawać i okiełznać.

Wróćmy jednak w czasie znów do początku roku, gdyż wówczas zdarzyły się również inne ważne dla mnie sprawy. Z końcem poprzedniego roku nieopatrznie przyjęłam propozycję pewnej pracy. Roboty i bez tego miałam wystarczająco, ale praca wydawała się fajna, a poza tym nie chciałam zrobić przykrości osobie mi ją proponującej. Teraz z perspektywy czasu, gdy to czytam, aż załamuję ręce nad sobą. Jak można się aż tak poświęcać dla kogoś innego i zawalać sobie cały czas wolny tylko dlatego, żeby nie zrobić komuś przykrości i móc się wykazać. Jednak ambicja u mnie zawsze była ważna i zawsze wygórowana. Zawsze we wszystkim musiałam być najlepsza. Rzucono mi wyzwanie, więc bez wahania je podjęłam. I nie była to dobra decyzja. Od początku roku praca zajmowała mi mój cały wolny czas. Oprócz godzin spędzonych w gabinecie, na sali fitness czy na siłowni, po powrocie do domu spędzałam niezliczone godziny siedząc przy komputerze. Byłam wykończona, pomimo że starałam się spać regularnie minimum 7 godzin. Nie miałam już czasu na swoje treningi.

Przeprowadzka

Do tego doszła przeprowadzka. Pamiętasz jak pisałam, że we wcześniejszych mieszkaniach miałam problemy najpierw z wodą wchodzącą z boku, potem od dołu? Tym razem okazało się, że zalewa mnie z góry. Na początku kapało z sufitu w łazience sporadycznie i niedużo, więc wtedy się jeszcze za bardzo tym nie przejęłam. Jednak, gdy zaczęły się zdarzać noce, gdy nagle skapało całe wiaderko, to byłam przerażona. Oczywiście zgłosiłam to właścicielowi mieszkania, ale on miał to głęboko gdzieś. Nie zgłosił tego do spółdzielni, a sam nie zamierzał się za to brać. Z dnia na dzień przeciekało coraz bardziej. Chociaż zdarzało się kilka dni pod rząd, kiedy było sucho. W łazience miałam cały czas porozkładane wiaderka. Nie mogłam opuścić mieszkania na dłużej niż 12 godzin, bo trzeba było wylewać wodę z wiaderek, żeby nie zalało sąsiadów pode mną. Warto zaznaczyć, że nade mną nikt nie mieszkał. Był jedynie strych, gdzie o dziwo było całkowicie sucho, więc zapewne pękła rura w ścianie. Jednak właściciel mieszkania w ogóle się tym nie przejął i był wręcz zdziwiony, że się wyprowadzam. Jak to powiedział „Dlaczego mi Pani tak późno o tym mówi? Przecież ja w 3 tygodnie mogę nie znaleźć nikogo na Pani miejsce.” To pokazuje jak rozumiał powagę sytuacji mimo że widział, że cały sufit w łazience mokry i już nawet przechodziła wilgoć aż do kuchni. Do tego ściana do połowy mokra… Modliłam się tylko, żeby sufit wytrzymał i nie zawalił się póki tam mieszkam. Dlaczego tak się działo z tą wodą w mieszkaniach, w które wynajmowałam? Według TCM po pierwsze jeden z moich problemów zdrowotnych to wilgoć w organizmie i przez to łatwo ściągam wodę do siebie. Do tego usłyszałam też od prowadzącej na zajęciach z TCM „Ty to masz tak silną konstytucję, że co chcesz to się stanie i przyciągasz takie zjawiska, jakie sobie zaplanujesz. Nie chciałabym być w skórze osób, którym złorzeczesz” :). Zawsze gdy chciałam coś zrobić, ale nie byłam tego pewna, wkrótce działo się, co mnie zmuszało do podjęcia decyzji. I tak było też z mieszkaniami. Za każdym razem, gdy pomyślałam, że coś jest w nim nie tak i wypadałoby się wyprowadzić, ale nie chce mi się szukać nowego mieszkania, pakować całego dobytku, wszystkiego przewozić, to w niedługim czasie woda zaczynała wchodzić do mieszkania, co zmuszało mnie do wyprowadzki. I tak było też tym razem.

I tak zleciał mi styczeń: baaaardzo dużo pracy i do tego jeszcze przeprowadzka. Po przeniesieniu się do nowego mieszkania okazało się, że dostałam super prezenty od poprzednich lokatorów, których nie było gdy miesiąc wcześniej oglądałam mieszkanie. Drastycznie śmierdziało tam papierosami, a z powodów niezapłaconych rachunków nie było ciepłej wody, ani ogrzewania i tak miało być przez kilka następnych dni. Dla przypomnienia był koniec stycznia. Gdy zostałam na mieszkaniu sama, usiadłam i się rozpłakałam… jakbym spadła z deszczu pod rynnę. Uciekłam z jednego strasznego mieszkania do drugiego nie lepszego. A jeszcze cały czas właściciel poprzedniego mieszania dobijał się do mnie, żebym pokryła finansowo straty, które wyrządziłam, choć takowych tak naprawdę z mojej winy nie było. Pozostało mi tylko siedzieć i płakać. To jednak nie był koniec moich problemów w tamtym okresie. Okazało się, że zarówno nowa praca, jak i nowe mieszkanie dadzą mi jeszcze ostro popalić…

Dodaj komentarz