159240834786271

Przyszedł czas, kiedy coraz bardziej zaczęłam odczuwać to, o czym wcześniej się tylko uczyłam. Jeśli jesteśmy pozytywnie nastawieni do świata, szczególnie jeśli również w naszej podświadomości negatywne przekonania zamienimy na pozytywne, to przyciągamy do siebie same pozytywne wydarzenia, pozytywnych ludzi. Zaczęłam też coraz bardziej dostrzegać moją zmianę zachowania, pojmowania świata. Po raz pierwszy takie nastawienie dało znać o sobie, gdy zdecydowaliśmy się ze znajomymi zorganizować obóz dietetyczno-sportowy. Znaleźliśmy bardzo fajny ośrodek na ten wyjazd, wydawało nam się, że wręcz idealny. Jednak, gdy jeden z nas zadzwonił tam, żeby potwierdzić rezerwację, okazało się, że już jej nie ma. I niestety nie ma szans, żeby na jakikolwiek inny termin miejsce się znalazło. Na tą wiadomość zareagowałam następująco: „Widocznie nie mieliśmy tam pojechać. Zobaczycie, jakiś lepszy ośrodek czeka na nas” i ze spokojem rozpoczęłam dalsze poszukiwania. No i oczywiście okazało się, że jest tak jak mówiłam. Dosłownie z nieba spadła nam oferta, o jakiej nawet chyba nie marzyliśmy. Cudowny dom, w bezpośrednim kontakcie z lasem i możliwością organizacji wielu, wielu niezwykłych sportowych atrakcji za bardzo rozsądną cenę. Tak jakby ten ośrodek dosłownie czekał na nas, żebyśmy tam pojechali.

Niezwykła sytuacja zdarzyła się również, kiedy pojechałam do Urzędu Skarbowego. Ten do którego przynależę, jest oddalony od mojego miejsca zamieszkania 50km. Musiałam więc jechać tam specjalnie, tracąc na to dobrych kilka godzin. Na miejscu, gdy już trafiłam do odpowiedniego pokoju, Pani mówi, że nie mam wszystkiego co jest potrzebne. Niestety muszę jeszcze raz przyjechać. Przyznam, że trochę mnie to dobiło. Musiałam tę sprawę załatwić w ciągu tygodnia, a już nie bardzo miałam w tym czasie kiedy pozwolić sobie na taki wyjazd…  jednak tak naprawdę niczemu nie była winna Pani urzędniczka, która mnie obsługiwała. Nawet mi do głowy wówczas nie przyszło, żeby na niej wyładowywać emocje, które mnie chwilowo dopadły. Powiedziałam tylko: „bardzo Panią proszę, niech mi Pani wypisze na kartce dokładnie wszystko co mam donieść i gdzie dokładnie mogę te rzeczy załatwić, żebym była pewna, że następnym razem przyjadę już ze wszystkim. Muszę tu dojeżdżać 50km, a nie tak prosto mi znaleźć czas na taki wyjazd”. Pani popatrzyła na mnie. Uśmiechnęła się. I powiedziała: „w sumie to mam czas, mogę Pani w tym teraz pomóc” i zadzwoniła do portiera, żeby nikogo nie wpuszczał do niej, bo jest zajęta. Siedziała ze mną półtorej godziny pomagając tak wszystko wypełnić, obliczyć itp., żebym już nie musiała niczego donosić. Dodatkowo podała mi do wypełnienia pewien wniosek, który powinnam przyjechać i złożyć osobiście, jak się okaże, że naczelnik US zatwierdzi moje pisma. Jedak Pani zaproponowała, żebym wypełniła ten wniosek bez daty. Jak się okaże, że naczelnik zatwierdzi , to ona wpisze datę i w moim imieniu złoży wniosek. Nie mogłam wyjść z podziwu jak dużo pomocy i serdeczności dostałam wówczas od tej Pani, w ogóle o nią nie prosząc. Będąc tylko dla niej uprzejmą… A podobno urzędnicy państwowi są wredni i nieuprzejmi :). Muszę przyznać, że od tego czasu „mam szczęście” trafiać we wszystkich instytucjach tylko i wyłącznie na niezwykle uprzejmych i uczynnych ludzi.

No i w końcu nadszedł czas organizowanego przeze mnie wyjazdu dla osób z chorobami autoimmunologicznymi. Mieliśmy jechać na miejsce samochodem, więc z uwagi na to, że mieliśmy podczas wyjazdu wszystkie posiłki sami przygotowywać, to już w Krakowie kupiłam wszelkie niezbędne produkty na trzy dni dla wszystkich uczestników. Tutaj wiedziałam w jakich sklepach kupić konkretne produkty dobrej jakości, więc wolałam nie ryzykować tego, że na miejscu może się okazać, że nie mamy co jeść. I nagle, na dosłownie parę dni przed wyjazdem samochód się rozkraczył i okazało się, że będę musiała jechać pociągiem z przesiadką w Białymstoku na PKS. Z tym całym nakupionym jedzeniem. Jakoś specjalnie się tym nie przejęłam. Stwierdziłam, że przecież muszę się jakoś zabrać. I się udało. Aczkolwiek byłam obładowana siatami i miałam wrażenie, że moje osobiste rzeczy zajmują tylko ułamek miejsca w tym całym bagażu. Pociąg jak to zazwyczaj bywa, niestety miał opóźnienie, przez co się okazało, że nie zdążyłam na przesiadkę. Spóźniłam się dosłownie 5 minut na autobus. Następny był dopiero za prawie dwie godziny. No ale cóż miałam zrobić… na szczęście wzięłam ze sobą książkę, więc rozłożyłam się na ławce z moimi wszystkimi bagażami. Książka tak mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam kiedy minął czas i autobus podjechał.  Pan kierowca widząc moje toboły i słysząc dokąd jadę, zlitował się i zboczył z trasy, żeby mnie podwieźć praktycznie pod sam dom, gdzie mieliśmy mieszkać, żebym nie musiała taszczyć tego wszystkiego przez parę kilometrów. Kolejny przykład na to, że naprawdę jest wśród nas wiele uprzejmych, bezinteresownych osób. Na miejsce dotarłam dobę przed uczestniczkami. Miałam więc czas, żeby odpocząć, zregenerować się i zapoznać się z okolicą. Zakochałam się w tym miejscu od pierwszej chwili.

Widoki podczas rejsu katamaranem

Nie sposób zawrzeć w słowa jak tam jest pięknie. Cudowny dom, cały dla nas, z widokiem na rzekę. Wokół dużo przyrody. Nawet pewnego poranka, gdy wybrałam się na spacer nad rzekę miałam szczęście zobaczyć bobra. I taka też była atmosfera tego wyjazdu. Marzyłam o zorganizowaniu jego od jakiegoś czasu, ale muszę przyznać, że realizacja przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To była też wielka zasługa grupy, która się zebrała. To były prawdziwe niespieszne dni. Pełne wspólnego gotowania, rozmów, wykładów, ćwiczeń oraz relaksu. Zbierałyśmy zioła, które potem parzyłyśmy. Popłynęliśmy katamaranem podziwiając piękno Biebrzańskiego Parku Narodowego, o którym nam przepięknie opowiadał nasz przewodnik. Miałam nawet okazję przez chwilę zasiąść za sterami. Udało nam się sprawić, że podczas tego wyjazdu sen był pełniejszy, bardziej regenerujący. Muszę przyznać, że spełnianie marzeń jest niezwykłe. Teraz pisząc o tym mam cały czas uśmiech na ustach na wspomnienie tych beztroskich, a zarazem pełnych nauki dni. I humoru nawet mi nie był w stanie wówczas popsuć opóźniony pociąg powrotny, który kazał na siebie czekać 145 minut. Miałam ze sobą książkę, którą akurat skończyłam czytać tuż przed wjazdem pociągu na peron.

Wszystko zaczęło się składać wprost idealnie. Ale oczywiście to jeszcze nie był koniec mojej drogi w dochodzeniu do pełnego zdrowia. Wkrótce miał się zacząć kurs certyfikacyjny TRE…

7 thoughts on “Biografia mojej autoimmunologii- cz.34 Uprzejmość”

  1. super super, i ja tak mam, widzę, że to, co wokół nas jest odzwierciedleniem naszego stanu umysłu – ja tu już mam wszystko chwilami, nie boję się bo wszędzie mi ktoś pomoże i ‚zaopiekuje się’ mną, tym bardziej utwierdzam się, że najważniejsza podróż to podróż do naszego wnętrza, tam można zwiedzać i zwiedzać 🙂

    1. Podróż do wnętrza siebie jest rzeczywiście najważniejsza. Szkoda tylko, że tak wiele osób obawia się w nią wybrać 🙁

    1. Dziękuję za miłe słowa :*. W tym roku jedziemy tam w weekend majowy, zapraszam na bliskie spotkania z bobrami 😉

  2. Na bloga trafiłem (jak to zwykle bywa) przypadkiem, szukając informacji o spożywaniu raczej tłuszczy niż węglowodanów. Przeczytałem parę postów z różnych „działów”, trafiając na ten o uprzejmości i pozytywnym nastawieniu do świata. Zgadzam się z tym całkowicie. Traktując innych ludzi z szacunkiem sprawiamy, że ten sam szacunek otrzymujemy. Jednak nie zawsze…nic nie jest czarne lub białe.
    Nie mogę powiedzieć, w ważnych sprawach w życiu, moje pozytywne nastawienie sprawiało, że nie musiałem narzekać np. na służbę zdrowia, kiedy dość poważnie zachorowałem. Lekarze z powołaniem „trafiali” mi się jeden za drugim. A każdy kolejny polecał następnego z powołaniem (byłem pod kontrolą czterech różnych specjalistów). Nikt nie sugerował mi, że powinienem za coś zapłacić „ekstra”, wszystko w ramach NFZ. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mieli czy mają takie szczęście,także rozumiem rozgoryczenie części ludzi.
    Wracając do tematu i do sedna sprawy. Ostatni rok, mimo że okazał się pozytywny, to jednak sprawił, że nie patrzę już tak bezkrytycznie na ludzi, nie widzę już w nich pozytywnych stron, większość ludzi mnie denerwuje i zauważam tylko wszechogarniającą obłudę i pogoń za pieniędzmi oraz chęć zrobienia innych w „balona”. Czasami mam wrażanie, że liczy się tylko kasa i wydajność w pracy.
    Najgorsze jest chyba to, że zauważyłem to także u siebie. Gdzieś, kiedyś przeczytałem, że u innych ludzi najbardziej wkurzają nas te cechy, których nie akceptujemy u siebie. Stałem się chyba takim obłudnym, zazdrosnym gościem dla którego wydajność w pracy stała się częścią życia. Na szczęście, nie jestem jeszcze materialistą i pieniądze nie przesłaniają mi świata. Boję się, że i to się zmieni jeżeli czegoś nie zrobię, by stać sie znowu „dawnym” sobą. Nawet zastanawiam się nad lekami na uspokojenie bo czasami mam tego wszystkiego dość. Chyba dawna naiwność i wiara w ideały pomagała mi patrzeć na świat przez „rózowe” okulary… Chciałbym mieć znów takie myślenie jak Ty masz.
    Także nastawienie do innych ludzi i świata ma ogromne znaczenie. Wiem, to po sobie, widzę jak postrzegałem świat i ludzi wcześniej a jak teraz.
    Pozdrawiam.

    1. W życiu nie ma przypadków :). Przde wszystki gratuluję takiego wglądu w siebie. Jeśli dotrzegasz, że się zmieniłeś i chcesz nad tym pracować to już naprawdę bardzo dużo. Ja bym się zastanowiła, czy stało się coś co zmieniło Twoje myślenie i spojrzenie na świat. Najważniejsze to znaleźć przyczynę, żeby móc z nią pracować. Z jakiego miasta jesteś? Może będę mogła polecić jakieś pomocne warsztaty.

      Dziękuję Ci bardzo za podzielenie się swoimi przemyśleniami. Życzę Ci wytrwałości w pracy nad sobą :*

      1. Czy było cos co zmieniło moje myślenie i spojrzenie na swiat? Było kilka takich sytuacji, które pokazały mi po raz kolejny, raz za razem, ze niektórzy ludzie sa niewarci by im pomagać. Czasami myślałem już ze wszyscy tacy sa, co oczywiście bylo\jest bzdura. Były tez inne zawiedzenia się na bliskich mi osobach, Ale nie będę o tym pisał publicznie. Nie była to jakaś tragedia, tak na prawdę drobne rzeczy. Jednak gdy człowiek patrzy na ludzi przez różowe okulary, to przychodzi rozczarowanie. Nie zadręczam się już tym, przerobiłem juz ta gorzką lekcje.
        Uczę się jak panować nad emocjami i staram sie nie rozpamiętywać przeszlosci. To daje rezultaty. wiem tez, ze już nie bede taki sam jak kiedyś, nawet chyba nie chce być az tak naiwny. Tak samo nie chce już się zadręczać i emocjonować zbytnio innymi ludźmi.
        Kiedys bylem jakiś taki zamulony na świat. Troche może wyprany z emocji i bez własnego zdania. . Ale żyło się wtedy lzej bo wszystko po mnie splywalo. Potem az za bardzo nerwowy i rozgoryczony? Znowu rozpamietuje. No nic. Koniec z tym. 😉

Dodaj komentarz