Zapomniałam jeszcze napisać o jednym ważnej rzeczy z tamtego okresu. Jak widać był to niezwykle intensywny czas, pod każdym względem. Jeszcze końcem starego roku byłam na kolejnym szkoleniu z zakresu dietoterapii. Po raz kolejny usłyszałam, że czynnikiem zapalnym przy autoimmunologiach są również wirusy, którymi kiedyś się zaraziliśmy i cały czas tkwią ukryte w nas. Dostałam olśnienia. Przypomniało mi się, że na zajęciach z medycyny chińskiej mówiliśmy o pewnych oznakach na języku, które oznaczają tzw. przetrwały patogen gorąca w organizmie, którym mogą być również wirusy. Podano nam również sposób ziołowy na uporanie się z tym problemem. Jeszcze podczas szkolenia w łazience oglądnęłam uważnie w lustrze mój język. Było tak jak myślałam, miałam te oznaki na języku. Zdecydowałam się więc zaopatrzyć się w chińskie ziółka i przetestować je na sobie. Najpierw brałam przez tydzień zioła na pobudzenie wirusa, żeby wyszedł z ukrycia, a potem przez trzy tygodnie zioła wywalające go z mojego organizmu. Całą kurację powtarza się do skutku dopóki język nie będzie wyglądał „właściwie”. I rzeczywiście przez ten pierwszy tydzień, gdy wirus został pobudzony czułam się okropnie, wróciły bóle głowy, zawroty itp. Jednak w tym czasie byłam chyba zbyt zabiegana, żeby się tym jakoś specjalnie przejmować. Raczej cieszyłam się, że coś się dzieje, że trafiłam w to co trzeba. Te cztery tygodnie przez moje zagonienie minęły w okamgnieniu. Na koniec przeszłam na post warzywny na dziesięć dni, żeby oczyścić organizm. Ani się obejrzałam i wygląd mojego języka się zmienił. Byłam szczęśliwa, że udało mi się uporać z kolejną przyczyną. Przyjęłam sobie za zadanie na najbliższy czas, szperanie w materiałach odnośnie autoimmunologii, żeby znaleźć kolejne czynniki, które mogą być czynnikiem zapalnym. Dziwnym trafem wyparłam na wiele miesięcy fakt, że należałoby się rozprawić z pasożytami. Nie umiem powiedzieć, czy to zagadnienie bardziej mnie obrzydzało czy przerażało. Jednak niezależnie od tego dlaczego, wyparłam ten fakt i starałam się go zepchnąć na bok i się nim nie zajmować. Starać się sobie wmówić, że mnie ten temat nie dotyczy. I tak skutecznie oddalałam od siebie ten temat przez kolejny rok, tak więc o pasożytach przeczytacie jeszcze w tej opowieści, ale w przyszłych odcinkach.

Niedoleczone kanałowo zęby mogą pobudzać autoimmunologię

Dotarłam do informacji, że również niedoleczone kanałowo zęby mogą pobudzać autoimmunologię. Przeraziło mnie to nie na żarty, gdyż jestem chyba mistrzem w ilości kanałowo leczonych zębów. W ogóle moje zęby to długa historia. Szóstki wyrastały mi już z próchnicą, więc od przedszkola byłam stałym klientem dentystów. I niestety nie mam z tamtych czasów przyjemnych wspomnień. Pamiętam doskonale mojego dentystę z czasów podstawówki. Pamiętam dokładnie jaki był widok przez okno w jego gabinecie, naprzeciw którego stał fotel, pamiętam jak miał na nazwisko i jak wyglądał. Dokładnie jak Gargamel. I pamiętam jego częste pytanie: „Boli?” Gdy ja z wielkim bólem i przerażeniem w oczach kiwałam potakująco głową, on zawsze mówił „I dobrze. Ma boleć”. Jego regularne krzyki na mnie, że za bardzo się ślinię, że ledwo mi włożył do ust wacik i znów musi go wymieniać, bo jest już cały zaśliniony. To sprawiło, że miałam straszną traumę związaną z dentystą. Dlatego też gdy podczas jednej z wizyt powiedział mi, że jeśli nie przestanę jeść słodyczy, to będę miała jeszcze więcej próchnicy, to zdecydowałam się na odrzucenie słodkości, pomimo że je tak bardzo kochałam. Po przyjściu do domu wyjadłam wszystkie słodycze jakie mieliśmy wówczas w domu (a nie było tego mało) i postanowiłam od następnego dnia już ich nie tknąć. Miałam bardzo silną, wręcz traumatyczną motywację, więc okazało się, że bardzo dobrze mi wychodziło trzymanie się tego postanowienia. Tak bardzo bałam się wizyt u dentysty, że mocno obrzydziłam sobie słodycze i nie jadłam ich przez prawie siedem lat. Pamiętam, że nawet oglądanie reklam, w których ktoś bierze coś słodkiego do ust napawało mnie obrzydzeniem. I pewnie bym trwała w tym postanowieniu jeszcze długo, gdyby nie kurs na prawo jazdy, gdy podczas jeżdżenia po mieście, co niezwykle mnie stresowało, mój instruktor wciskał mi dobroci, żeby mnie zrelaksować. Byłam na tyle przerażona jazdą, że nie miałam siły się opierać i tłumaczyć, że nie jem słodkiego. A jak już zjadłam raz, drugi, trzeci… i przypomniałam sobie jakie to dobre, to wpadłam z powrotem. Oczywiście nie jedzenie słodyczy przez te lata nie oznaczało, że w ogóle nie spożywałam cukru. Cała rodzina zna dobrze moje uzależnienie od domowych ciast. Z tego absolutnie nigdy nie zrezygnowałam, dopiero po odstawieniu pszenicy wiele lat później.

I co ciekawe odrzucenie słodyczy wcale jakoś specjalnie nie poprawiło stanu moich zębów. Jednak na szczęście zrezygnowaliśmy z usług tego dentysty, wybierając inną lekarkę, tym razem kobietę. Miałam nadzieję, że ona będzie miała mniej sadystycznych zapędów. Pamiętam, że prawie zawsze, gdy siedziałam u niej na fotelu był włączony telewizor, a w nim. „Moda na sukces”. Ten serial na zawsze będzie mi się kojarzył z borowaniem zębów. Ta dentystka była przyjemniejsza w obejściu, ale to wcale nie znaczy, że mniej u niej się wycierpiałam. Tu zaczęły się moje niekończące się leczenia kanałowe. Nigdy nie zapomnę jak przyszłam na kolejną wizytę właśnie w związku z kanałem i powiedziałam, że mnie ten ząb bardzo boli i chciałabym dostać znieczulenie (nigdy wcześniej znieczulenia nie miałam, więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo mnie wówczas bolało). Usłyszałam wtedy „ta wizyta potrwa tylko 10 minut, nie ma sensu tracić czasu na znieczulenie”, a ja nie umiałam się jej postawić i trwać przy swoim. Pomyślałam, że może rzeczywiście dziś będzie szybko, bezboleśnie i wrócę do domu już z niebolącym zębem. Przecież dentystka jest mądrzejsza ode mnie, więc uznałam, że nie będę się kłócić. Jednak bardzo szybko pożałowałam tej decyzji. To było jedno z najgorszych 10 minut w moim życiu. Nawet na samą myśl o tamtej sytuacji znów mnie boli ten ząb, pomimo że to jest ból fantomowy, bo tego zęba mam już usuniętego. Zawsze dentysta kojarzył mi się z dużym bólem. Dlatego też zaczęłam myć zęby obsesyjnie po każdym posiłku, czy przekąsce. Zawsze miałam przy sobie szczoteczkę i pastę. Jeśli nie miałam gdzie umyć zębów, to wolałam nie zjeść. Pamiętam jak pojechałam na sylwestra do Szczyrzyca i imprezę mieliśmy w takim starym domu, w którym nie było wody. Prosiłam, żeby nie pili całej mineralnej, żeby zostało mi na umycie zębów. Jednak kiedy przyszła pora na tę czynność okazało się, że jedynymi płynami jakie pozostały są cola i wódka. Jak się domyślacie pierwszy i mam nadzieję ostatni raz, płukałam zęby po umyciu czystą :). Dzięki tej obsesji trochę stan moich zębów się poprawił, ale niestety nie całkowicie. Już rzadziej mogłam korzystać z usług dentystów. Kilka lat temu zdecydowałam się poszukać porządnego dentysty w Krakowie i pomimo że trafiłam do paru z polecenia, to jednak nie byłam z tych usług zadowolona. Może wizyty nie były tak drastyczne jak kiedyś, ale niestety z „wyleczonymi” zębami bardzo szybko znów coś się stało. Gdy ułamały mi się dwa zęby naraz (uzupełniane rok wcześniej przez inną dentystkę) i boleśnie raniły mi język, nie było czasu na szukanie odpowiedniego dentysty. Poszłam do centrum stomatologicznego niedaleko mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Zapadła decyzja, że należy obydwa zęby usunąć, ale musi zrobić to chirurg. Zostałam więc umówiona na sobotę rano. Pamiętam dokładnie ten dzień. Oczywiście przyszłam za wcześnie. Siedziałam przerażona w poczekalni, bojąc się panicznie wizyty u kolejnego dentysty-sadysty. Sama nie wiem jakim cudem stamtąd nie uciekałam. Wizja rwania dwóch zębów nie była zbyt różowa. I nagle wszedł do poczekalni przystojny facet z kaskiem motorowym w ręku i powiedział, że tylko się przebierze i mnie przyjmie. Stwierdziłam, że przynajmniej w tych mękach będzie na co popatrzeć :). Jednak chwilkę później przypomniałam sobie, że na samym początku wizyty miałam poinformować lekarza, że mam okres, co prawda już ostatni dzień, ale jednak mam i czy to nie jest przeciwwskazanie do rwania. Tak więc rozpoczęłam rozmowę z przystojnym facetem od słów „dzień dobry, mam dziś okres” I tak poznałam pierwszego dentystę, do którego nie boję się chodzić, a wręcz to lubię. Nie czuję stresu przed wizytą, jestem traktowana tak jak powinnam, w końcu moje zęby są leczone we właściwy sposób.

No i przyszedł dzień, gdy dotarłam do informacji, że niedoleczone kanałowo zęby mogą pobudzać autoimmunologię. Z umówieniem się na wizytę do mojego dentysty tym razem trochę zwlekałam, gdyż bałam się, że gdy mu o tym powiem, to uzna mnie za wariatkę i znów będę musiała szukać nowego lekarza, a z tym mi było dobrze. W końcu się zebrałam. Tym razem wizytę rozpoczęłam od słów „Istnieje taka teoria, że niedoleczone zęby mogą pobudzać procesy autoimmunologiczne, a ja mam takie choroby…” w tym momencie dentysta mi przerwał: „To nie prawda, że mogą” i tu zaczęłam już widzieć czarny scenariusz, że muszę wyjść i znów szukać lekarza, którego się nie będę bać, któremu będę mogła zaufać, lecz na szczęście dokończył „one zawsze pobudzają procesy autoimmunologiczne. Dobrze, że mi Pani powiedziała, że ma takie choroby. Popatrzymy na Pani zęby pod tym kątem”. Kamień spadł mi z serca. Zrobiliśmy zdjęcie moich zębów i okazało się, że pod jednym jest stan zapalny i najlepiej by było czym prędzej go usunąć.

Wracając do domu po tej wizycie postanowiłam, że skoro o jakiejkolwiek przyczynie autoimmunologii się dowiem i ją sprawdzam, to okazuje się, że u mnie ona występuje, to może bym spisała moją historię tropienia przyczyn. I tak powstał pomysł pisania „Biografii mojej autoimmunologii”, ale zanim się zebrałam do realizacji tego projektu minęło jeszcze trochę czasu…

Dodaj komentarz